"Halka" w reż. Kazimierza Kowalskiego w Teatrze Wielkim w Łodzi. Pisze Michał Lenarciński w Dzienniku Łódzkim.
W Teatrze Wielkim w Łodzi zrobiło się narodowo: dwa tygodnie po "Krakowiakach i góralach" Kazimierz Kowalski, dyrektor artystyczny teatru, wprowadził na afisz Moniuszkowską "Halkę" we własnej reżyserii. Miłośnicy nut Moniuszki będą mieli Kowalskiemu za złe, bo "wyciął" ich z opery sporo. Natomiast miłośnicy opery narodowej będą mu wdzięczni, jak ja jestem: wyrzucenie scen i rozwleczonych recytatywów sprawiło, że oto obejrzeliśmy "Halkę" z dość wartko rozwijającą się akcją, nie tak naiwną i beznamiętną, jak ją pamiętamy. Kowalski ułożył z czterech aktów dwa. W pierwszym zaznaczył dystans dzielący szlachtę od chłopstwa, sprawnie pokazał łatwowierność i osamotnienie Zofii (Bernadetta Grabias znakomicie uchwyciła cechy swej postaci i pięknie zaśpiewała), tchórzostwo i zakłamanie Janusza (Zenon Kowalski przekonał wokalnie i aktorsko o nieprzyjemnych cechach charakteru szlachcica) oraz szczerość i naiwność Halki (Małgorzata Boro