06.02.2004 Wersja do druku

Grzegorzewski drażni i fascynuje

Jerzy Grzegorzewski niepokoi, fascynuje, czasem drażni. Prawie nigdy nie pozostawia obojętnym. Można się o tym przekonać podczas trwającego właśnie przeglądu jego twórczości w Teatrze Narodowym. Magią jego widowisk urzeczeni są od lat nie tylko widzowie, ale i aktorzy.

- Moje zetknięcie się z Grzegorzewskim było otwarciem na zupełnie nową przestrzeń teatralną - uważa Anna Dymna. - To reżyser, który w sposób bardzo szczególny pracuje z aktorami. Pamiętam, jak robiliśmy "Czajkę". W Starym Teatrze byliśmy przyzwyczajeni, że w Czechowie dużo się mówi, bo autor zawsze pochyla się nad swoimi bohaterami i ich losem. Grzegorzewskiemu zaś zależało, by wyrzucić wszelkie zbędne słowa i zostawić - jak twierdził - samo jądro napięć. Nagle okazało się, że z kilku scen zrobiła się jedna, a w niej pozostało tylko jedno zdanie. - Grzegorzewski, lepił swój świat z okruchów zdarzeń, z małych obrazów - dodaje Teresa Budzisz-Krzyżanowska. - Ku naszemu zdziwieniu wykreślił większość tekstu z "Czajki". Zadowalał się gestem, ciszą. Nakłaniał do syntezy i powściągliwości w graniu. Wszystko wydawało się oczywiste, ale dopiero w pracy z nim umiałam to nazwać, zyskałam świadomość. - Zawsze po mistrzowsku

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Samo jądro napięć

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 31

Autor:

Jan Bończa-Szabłowski

Data:

06.02.2004