- Ale ja jestem zawodowo rozrywkową panienką. Nigdy nie czułam, że mam jakąś misję, że niosę kaganek. Niech ważne rzeczy ludzie wynoszą z domu. My powinniśmy im dawać radość - mówi warszawska aktorka ZOFIA MERLE.
Co łączy cię ze Stachem Tymem? - Jak to co ? Przyjaźń ! Tym twierdzi, że to miłość. - Przecież jedno nie wyklucza drugiego. Mówię w swoim imieniu, Stachu! I ta przyjaźń zejdzie z nami z tego świata. A trwa już przeszło 40 lat. Możemy zadzwonić do siebie o trzeciej nad ranem i powiedzieć: przyjedź, pojedź, załatw, zrób. I nie ma w tym żadnego zdziwienia. Często razem pracujecie. - Czuję się wyróżniona, że mogę zagrać w tym, co Tym napisał. Mówię o jego sztukach, skeczach kabaretowych, programach. Pamiętam, jak obsadzał mnie w sztuce "Mississippi". Usłyszałam: "Bufetową zagra Merle, bo ona się najlepiej na bufet nadaje". I wykrakał, bo potem różne bufetowe grałam. Jak Wam się udał "Ryś"? - Staszek miał trudne zadanie. Reżyserował, napisał scenariusz i jeszcze grał główną rolę. Strasznie ciężka praca. Rozliczać Staśka z tego będzie można, gdy film się ukaże. Pamiętam moje pierwsze zetknięcie ze scenariuszem.