"Faust" w reż. Roberta Wilsona w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie. Pisze Michał Mendyk w Dzienniku.
Nowy "Faust" Charles'a Gounoda przyjęty został w Operze Narodowej entuzjastycznie. Jak każdy warszawski spektakl Roberta Wilsona. Trudno jednak odmówić racji tym, którzy oskarżają amerykańskiego reżysera o odcinanie kuponów od dawnych sukcesów. Inna sprawa, że pomimo upływu lat specyficzny sceniczny język Wilsona nie traci nic ze swej atrakcyjności. Po raz kolejny podziwiać mogliśmy teatr wystudiowanego, manierycznego gestu, zakomponowanego precyzyjnie ruchu oraz znakomitej reżyserii światła. Ogromne wrażenie robiły zwłaszcza sceny zbiorowe, jak choćby rozgrywający się na jarmarku akt II. Choreografia Bogdana Gola więcej miała tu wspólnego z Amerykańskiemu reżyserowi zabrakło spójnej wizji interpretacji opery Gounoda. Bohaterowie gubili się w monumentalnej scenografii dosadnością i rubasznością mechanicznych szopek niż z wdziękiem i elegancją klasycznego baletu. Wilson nie unikał wcale takich ludowych skojarzeń - widać to w podszytej niew