09.11.2019 Wersja do druku

Gołda Tencer w pierwszej osobie

Gołda Tencer, Genia z najbardziej żydowskiej ulicy powojennej Łodzi, to nie tylko świetna samorodna śpiewaczka, aktorka, reżyserka. Wątpię, czy ktoś zrobił więcej, by ocalić pamięć o polskich Żydach - pisze Henryk Grynberg w Dwutygodniku.

Jej ojciec "był zawsze jakiś taki nieobecny". "Nie mówił o sobie, a my nie pytaliśmy". Zwątpił w istnienie Boga i "po wojnie nigdy już nie przekroczył progu synagogi". Podobnie było u innych. "Mama całe życie mówiła o wojnie. Ojciec nie mówił nic". "Tato, a gdzie jest twoja rodzina?" "Nigdy mnie o to nie pytaj. Nie ma ich". Jej ojciec miał warsztat kaletniczy i zapracowywał się, a matce "kuchnia dawała poczucie bezpieczeństwa, ratowała ją przed całym złem". Dla dzieci wysepką bezpieczeństwa była żydowska szkoła, lecz jej tarczę "Łódź XXVII im. Pereca" nosiło się na gumkach lub agrafkach, żeby przed wyjściem na ulicę ściągnąć jak gettową opaskę. W tej żydowskiej szkole historia Żydów nie była przedmiotem obowiązkowym i "tak jak w domach nie rozmawiało się o Holokauście, tak w szkole to też był temat tabu". Ciągle ktoś wyjeżdżał. W 1967 "maturę pisało już tylko dziesięć osób". Jej ojciec "o wyjeździe nie chciał słysze

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Gołda Tencer w pierwszej osobie

Źródło:

Materiał nadesłany

dwutygodnik.com nr 267

Autor:

Henryk Grynberg

Data:

09.11.2019