Teatr im. Fredry wrócił z Tuzleńskich Dni Teatralnych 2007. Z Tomaszem Szymańskim, o przyjęciu polskiej klasyki w Bośni i Hercegowinie, rozmawia Stefan Drajewski.
Stefan Drajewski: Prezentowaliście polską klasykę. Jak mieszkańcy Tuzli przyjęli komedię Fredry? Tomasz Szymanśki: Nadspodziewanie dobrze. Sami zaproponowali ten tytuł, chociaż mogli wybrać inny. Aby ułatwić zrozumienie fredrowskiej komedii do programu dołączyliśmy bardzo dokładne streszczenie. W pierwszej kolejności zachwycili się strona plastyczną i intensywnością aktorską. Wszystko zakończyło się owacją na stojąco. Pod każdą szerokością geograficzną publiczność kocha komedie. A jak przyjęli "Rapsod o świętym Wojciechu" [na zdjęciu]? - Ten spektakl ma zupełnie inny charakter. Bośnia i Hercegowina sposobią się do przyjęcia do Unii Europejskiej. Uznali, że w tej sytuacji warto pokazać przedstawienie o świętym, który jest patronem zjednoczonej Europy. "Rapsod o świętym Wojciechu zagraliśmy najpierw w Teatrze Narodowym w Tuzli, a potem w nowoczesnej świątyni, którą opiekują się franciszkanie. Zetknięcie śedniowiecznego teat