1. Rolf Hochhuth nie wywołał entuzjazmu po warszawskiej prapremierze "Namiestnika". Nie wywołał go ani jako pisarz, ani jako moralista. Zygmunt Greń w "Życiu Literackim" pożalił się nawet, że jako juror różnego rodzaju konkursów dramaturgicznych bywał dotąd niesprawiedliwy: tego samego rzędu pisarstwo "krajowe" dyskwalifikował bez namysłu jako niegodne sceny. Jednak - z entuzjazmem, czy bez, "sprawa Hochhutha" pozostanie... "Der Stellvertreter" znaczy nie tyle "namiestnik", ile raczej "zastępca". Zastępca Boga na ziemi. Ludzki reprezentant i rzecznik najwyższej normy moralnej. Ktoś, po kim powinniśmy spodziewać się, że będzie także indywidualnym i konkretnym uosobieniem tej normy, jakimś obrazem Boga, widzialnego ludzkim okiem. Mowa o Piusie XII. Na czas pontyfikatu tego papieża przypadły lata drugiej wojny, jednocześnie okres największego nasilenia hitlerowskiej polityki eksterminacyjnej wobec Żydów. W trójkąt Hitler-Żydzi-Papież wpisał więc
Tytuł oryginalny
Gdański "Namiestnik"
Źródło:
Materiał nadesłany
Litery nr 7