To wygląda na jakiś żart. Nie potrafię sobie wyobrazić legnickiej premiery, na której nie będzie "Gada", czyli Ludwika Gadzickiego. To postać znana wszystkim dyrektorom dolnośląskich scen i festiwali od lat wielu, wielu i wielu. I wielu, wielu ludziom, którzy teatr, tak jak on, po prostu, kochają - pisze Krzysztof Kucharski w Polsce Dzienniku Wrocławskim.
Ludwiś był ode mnie starszy o dwa lata. Mówiłem na Niego Ludwiś i chyba mu się to nie podobało, bo myślał, że jest w tym jakaś dwuznaczność. A to tylko moja wrodzona skłonność do zdrobnień wobec osób, które darzę odwzajemnioną sympatią. Pierwszy raz się pooglądaliśmy w trakcie dyskusji po spektaklach Wrocławskich Spotkań Teatrów Jednego Aktora, pod koniec lat siedemdziesiątych chyba. A propos, w przyszłym tygodniu WROSTJA rozpoczną się po raz 45. w Piwnicy Świdnickiej. Ludwik nie przyjedzie na nie z Lubina. Ostatni raz spotkaliśmy się właśnie w Lubinie - gdzie mieszkał - na premierze "Orkiestry" Krzysia Kopki w starej kopalnianej cechowni. Ten najbardziej zagorzały teatroman, wspaniały polonista i poeta spoczął właśnie pod warstwą ziemi w ubiegłym tygodniu. To wygląda na jakiś żart. Nie potrafię sobie wyobrazić legnickiej premiery, na której nie będzie "Gada", czyli Ludwika Gadzickiego. To postać znana wszystkim dyrektorom dol