EN
6.12.2022, 14:52 Wersja do druku

Filozofka-schizolka patrzy na „Schizę” i cierpi

To nie jest recenzja – filozofka-schizolka nie ma kompetencji ani zdolności recenzjotwórczych. To jest pospektaklowy wyrzut emocji i myśli, który filozofka-schizolka bardzo chciała wystawić na światło (właśnie w ramach tych, a nie innych utożsamień). Nierecenzja spektaklu „Schiza” w reż. Konrada Marka Cichonia, Studio STA w Poznaniu.

fot. mat. teatru

Schizoanaliza jest krytyką psychoanalizy – od tego trzeba zacząć.
W spektaklu została ustanowiona paralela między światem schizolskim, a światem kapitalistycznym – tu i tu krzyki są dramatycznie podobne.

Spektakl odsłania przed nami różne sposoby, w jaki ujarzmia nas kapitalizm – psychoanalityk, wróżka czy kołcz to figury natrętnego poskromienia. Nawet bunt zdaje się być tutaj przejęty, upokorzony. Koniec końców następuje pełne foucaultowskie ujarzmienie – podmiot staje się własnym nadzorcą. Witajcie w Panoptykonie, mówi nam spektakl. Beznadzieja jest tu ogromna – diagnoza: źle, źle, najgorzej. Żadnych rozwiązań, żadnej nadziei - z marzeń o rewolucji przechodzimy do dystopijnego świata rodem z odcinka „Black Mirror” – ratunkiem może okazać się jedynie zgranie świadomości (jak?!, zapyta filozofka, serio wierzymy w Kartezjusza w XXI wieku?).

Schizoanaliza, powtórzmy, jest krytyką psychoanalizy – tymczasem spektakl jest tak zanurzony w psychoanalitycznym bagienku, że aż dziw, że komuś chce się jeszcze psychoanalizę tak wiernie referować (chyba że to miała być lekcja – jak tak, to spoko).

W spektaklu występują figury do granic – jeśli Natura, to w zielonym, jeśli Antysystemowiec, to w glanach.
Spektakl być może miał być feministyczny – w końcu bohaterkami-wędrowczyniami po świecie kapitalistycznych bzdurstw i fantazji są tutaj trzy kobiety. Kapitalizm domaga się ciał, kobiecych ciał w szczególności – spektakl też się ich domaga. Koniec końców, dostajemy nagie kobiece ciało bez żadnego feminizmu – spektakl nie ma zamiaru emancypować, pokazywać ścieżek. Czym jesteś, spektaklu?, chciałoby się spytać. Po co nam tego typu powtórzenie, przetłumaczenie, bez niczego, co by coś wnosiło, zmieniało? (ale tu już filozofka-schizolka popłynęła mocno w swą tęsknotę teatru emancypacyjnego).
Spektakl wywołał w filozofce-schizolce różne bóle: karku, głowy oraz duszy.
*
Dlaczego filozofka-schizolka cierpi, patrząc na „Schizę” Cichonia?
Cierpi, bo odbywa się w niej freak show – freak show nie wzięty w nawias, freak show bolesny – wrzyna się w schizolkę ten pierwszy raz doświadczony w teatrze pokaz wariatów i wariatek, odegranie pełne stereotypów, pełne krzyków i gestów parodiujących raczej schizę, niż ją oddających.

Filozofka-schizolka cierpi, bo niefajny jest świat, w którym w spektaklu o schizie nie oddaje się schizy, gdzie schizę traktuje się jako metaforę, a osoby z doświadczeniem schizofrenii – jako figury. Jakie masz prawo mówić mi o schizie, pojawił się we mnie ten natarczywy głos, jakie masz prawo przedstawiać mi schizę? Ile osób ze schizą uczestniczyło w tworzeniu tego spektaklu?
Filozofka-schizolka cierpi, bo mimo wielu lat studiowania filozofii nie pojęła, czym jest schizoanaliza, a spektakl sprawił, że wie jeszcze mniej, niż wiedziała.

Filozofka-schizolka cierpi, bo spektakl miał ogromny potencjał, widać, że reżyser niesamowicie przyłożył się do rzeczy, ale wyszło z tego dzieło pt. „filozofia dla początkujących”, Deleuze, Guattari, Nietzsche, Freud, Marks, Foucault, posthumanizm, transhumanizm, wszystko wrzucone do jednego spektaklu, niedbale ze sobą złączone – niedosyt jest wielki, bo ten blackmirrorowy klimat naprawdę bierze. Chciałoby się czegoś mniej pogmatwanego – co nie pragnęłoby objąć wszystkiego, a pogłębiało coś naprawdę.

PS Ale się ta filozofka-schizolka napastwiła, Jezu! Na szczęście wszystko pisane jest w trzeciej osobie, uff, to ratuje przed jednoznacznymi przypisaniami, oddziela wyrazicielkę od zapisywaczki.

Ale tak w ogóle – będą to straszne banały i lizania, ale za to jakie szczere – filozofka-schizolka jest wielką fanką Cichonia jako aktora i myśli, że ma on także spory reżysersko-scenopisarski potencjał, w tym spektaklu jedynie zasygnalizowany.  Aktorkom i aktorom filozofka-schizolka mówi: zazdro, że tak umiecie! i życzy im spełnienia na aktorskiej drodze.

L. K.*
* Podpisuję się inicjałami, bo jestem schizolką niewyoutowaną

Źródło:

Materiał nadesłany

Wątki tematyczne