15.02.2011 Wersja do druku

Film dla Piny Bausch

Przed wejściem na salę Berliner Palast rozdają okulary. Wim Wenders pokazuje film w 3D. Przygotowywał się do niego długo, a przedtem wiele lat przyjaźnił się z Piną Bausch - pisze Tadeusz Sobolewski w korespondencji z Berlinare 2011.

W jej teatrze doznał czegoś, "co nie zdarzyło mu się nigdy przedtem, może tylko w kinie...". Po śmierci Piny w 2009 roku zdecydował się przenieść jej teatr na ekran, tworząc rodzaj widowiska zawieszonego między kinem a teatrem. Zakładam okulary. Na ekranie - pusta scena w Wuppertalu. Widzę ją jako przestrzeń teatralną, którą zapełniają tancerze, ubrani jak uliczni przechodnie. Kamera dyskretnie prowadzi wzrok, przybliża postacie. Wykonują fragmenty "Święta wiosny", "Cafe Müller" i jednego z ostatnich baletów Piny Bausch "Vollmond" ("Księżyc w pełni"). Akcja bez uprzedzenia wychodzi w plener, to znów wraca na scenę. Wszystko jest sceną. Tworzy się jeden ciąg ruchu, teatr gestów nieoczekiwanych, widzianych jakby po raz pierwszy, kojarzących się z miłością lub cierpieniem, agresją i czułością. Pantomima jest tak sugestywna, że udziela się widzowi - realizuje nasze ukryte pragnienia: dotknąć kogoś nieznajomego. Ten balet nie opowiada his

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Berlinale 2011: Kino bez krzyku Tadeusz Sobolewski, Berlin

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza nr 36/14.02.11

Autor:

Tadeusz Sobolewski, Berlin

Data:

15.02.2011