Świat jest głupi - zwraca się wprost do warszawskiej widowni Figaro jeszcze przed rozpoczęciem scenicznej akcji - lub szalony". A tak kończy Figaro swój krótki wstęp, tłumaczący niejako wystawianie lekkiej komedii w ciężkich czasach: "A więc śmiejmy się, bo nie wiadomo, czy ten świat potrwa jeszcze dwa tygodnie". I dopiero teraz unosi w górę kurtynę, a raczej stylowe, ażurowe ogrodzenie jasnego pałacyku hrabiego Almawiwy, jak gdyby w ten sposób chciał zaprezentować nam baśń. Niby to hiszpańską, rodem z Sewilli, a przecież każdemu bliską, urokliwą, iskrzącą się finezyjnym dowcipem słownym. Ale jak na prawdziwą bajkę przystało, wiele w niej współczesnego morału i trafnych życiowych spostrzeżeń. Tak w ogromnym skrócie można by scharakteryzować "Wesele Figara", przygotowane - w reżyserii Witolda Skarucha i scenografii Teresy Ponińskiej - co prawda wcześniej, ale przecież inaugurujące nową kadencję Jana Paw�
Źródło:
Materiał nadesłany
Teatr nr 12