05.08.2007 Wersja do druku

Festiwal Teatrów Ulicznych. Dzień drugi

Mimo szaleństw na trapezie i linach, okazało się, że rodzinka jest najważniejsza. O Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Ulicznych pisze Wojciech Wojciechowski z Nowej Siły Krytycznej.

Jeszcze nie zrobiło się ciemno, a już otworzył się pierwszy kokon. W tle przejmujący krzyk noworodka, wręcz nie do zniesienia. Zobaczyliśmy człowieka na szczudłach. Porusza się nieporadnie, na granicy upadku. Za barierkami przed sceną milczenie. To "dziecko" uczy się chodzić. W końcu schodzi ze sceny. Kolejne narodziny, wyjścia z następnych kokonów to coraz wyższe stawianie poprzeczki, badania swoich fizycznych możliwości - od niezdarnego chodzenia po wariacje na linach i taśmach. Im ciemniej się robiło, tym więcej emocji, które podbijała energetyczna muzyka. Prawdziwą grozę wzbudziło przejście po linie... po obu jej stronach. Na górze anioł z czerwonym skrzydłami. Pod nim, głową w dół drugi. Odpowiednio zabezpieczeni szli krok w krok jak w lustrzanym odbiciu. W połowie drogi doszło do wybuchu i spadł grad sztucznego ognia. Popłynęła lawa oklasków, a wesoły taniec artystów na koniec sprawiał wrażenie, jakby to wszystko, co pokazali d

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Wojciech Wojciechowski

Data:

05.08.2007

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe
Festiwale