13.11.2019 Wersja do druku

Ewa Skibińska: W liceum chciałam się utopić

- Teatr mnie uratował. Musiałam w coś uciec przed tym nieszczęściem szkoły. Jak stałam pod teatrem i mijały mnie Iga Mayr albo Danuta Balicka, i przez ułamek sekundy ocierały się o mnie, a ja czułam zapach ich perfum z pewexu, wiedziałam, że dotykam magicznego świata - opowiada aktorka Ewa Skibińska.

Kiedy byłam jeszcze w podstawówce, mama zabierała mnie po lekcjach i szłyśmy na Tęczową we Wrocławiu, gdzie sprzedawano najlepsze lody na świecie. Nie było specjalnego wyboru - cztery smaki, a wśród nich moje ulubione, śmietankowe i czekoladowe. Podawano je w muszelkach z wafla, muszelki roztapiały się w miarę jedzenia. Te lody po szkole to był dla mnie wtedy szczyt szczęścia. I przystanek po drodze do pracy mamy, bo ja po lekcjach miałam drugi etat. Mama, sekretarka dyrektora PKP, dorabiała po godzinach w kolejowym biurze skarg i wniosków. Pieczętowałam tam druki pieczęciami dyrektorów i naczelników. Miałam 11 lat, kiedy rodzice się rozwiedli. Byłam świadkiem w sądzie, walczyłam o alimenty, ojciec mówił, że przecież po szkole mogę iść do pracy, że po co mi studia. Wróciłam do domu i długo płakałam. Ale przegrał, płacił alimenty do końca moich studiów. "Zdzisiu jest gościem w domu" - tak się u nas mówiło. Ojciec był aktorem

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Ewa Skibińska: W liceum chciałam się utopić. Krążyłam wokół wody, zastanawiając się, czy wystarczy mi odwagi

Źródło:

Materiał nadesłany

Wysokie Obcasy online

Autor:

Magda Piekarska

Data:

13.11.2019