Logo
Recenzje

Emocjonalna pobudka

27.07.2026, 11:10 Wersja do druku

„Emocje - co to takiego?” w reż. Honoraty Mierzejewskiej-Mikoszy z Teatru Lalek Rabcio w Rabce Zdroju, „Uważajcie na tych dwoje” w reż. Giancarlo Casatiego i Nives Valsecchiego z grupy Compagnia La Fabiola, „Dostaliśmy odpowiedź” w reż. Piotra Czudżaka z Akademii Sztuk Teatralnych im Stanisława Wyspiańskiego Filii we Wrocławiu, „Muppet Fatalista i jego Muppet” w reż. zbiorowej z Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza Filii w Białymstoku na XXI Międzynarodowym Festiwalu Wyobraźni i Możliwości Teatru Lalek „Anima” w Olsztynie. Pisze Zuzanna Kluszczyńska.

fot. Kornelia Głowacka-Wolf

Ostatni weekend Festiwalu ANIMA otworzyło trudne pytanie, zadane przez zespół Teatru Rabcio z Rabki-Zdrój. Emocje - co to takiego? w reżyserii Honoraty Mierzejewskiej-Mikoszy opowiada o grupie aktorów, którzy przygotowując się do zagrania spektaklu o emocjach odkrywają, że sprawa nie jest taka całkiem prosta.

Wyzwaniem, które stoi przed teatrem (szczególnie formy) jest przetłumaczanie często abstrakcyjnych konceptów i idei na konkretne rozwiązania ze sztuki wizualnej. Temat emocji jest jednym z nich. Chociaż obecnie rozmawianie o uczuciach z najmłodszymi jest już powszechne, nadal sprawia trudności. Bo przecież jak mówić o doświadczeniu, które dotyka każdego inaczej, w sposób nie bagatelizujący, a przy tym zrozumiały? Zespół z Rabki-Zdrój zauważył ten problem i to od niego zaczyna swój spektakl.

Drewniany podest stoi na walizkach, które poukładane na półkach w stosy tworzą także horyzont sceny. Wśród nich poruszają się aktorzy (Agnieszka Kwiatkowska, Ula Tylek-Jabczanik, Łukasz Łęcki, Bartłomiej Zdeb ), przygotowujący się do próby. Oprócz sprzątania i przestawiania rekwizytów następuje nadanie ról: ktoś ma grać strach, ktoś złość, a wszyscy zaśpiewać rozpoczynającą przedstawienie o emocjach piosenkę.Prosty układ taneczny, łatwa melodia i niezbyt skomplikowane rymy szybko wpadają w ucho. Jedna z aktorek przerywa jednak występ skarżąc się, że nie chce zagrać radości. Dostała tę rolę, bo reżyserka stwierdziła, że ma piękny uśmiech: a co, jeśli akurat dzisiaj nie jest jej do śmiechu?

Do buntu dołączają pozostali aktorzy. Zespół postanawia stworzyć spektakl od początku i opowiedzieć o swoich własnych emocjach, po to, by spróbować je wspólnie zbadać i zrozumieć. Bohaterowie zamieniają się w poszukiwaczy odpowiedzi. W tym celu wyciągają sprzęty jak z detektywistycznej kreskówki: mikroskop ( projektor pisma, rzucający obraz na biały ekran), prześwietlający rentgen (drewniana ściana z wyciętymi okienkami) i wielką tubę w kształcie gramofonu, zbierającą nawet najcichsze dźwięki. Każdy z aktorów przywołuje jedną ze swoich emocji: bunt, wdzięczność, smutek, wstyd czy obecną im na co dzień w zawodzie tremę. Odzwierciedlają je różnej wielkości pluszowe maskotki (scenografia Joanny Jaśko-Sroki) stworzone na wzór plam kolorowego atramentu wylewanych pod obiektyw projektora, pod którym przyglądamy uczuciom z bliska. Każda z nich wygląda inaczej. Z brzucha zazdrości wychodzi złość i zawiść, tremę pokrywa gęsia skórka z piórkami, a bunt wypada z futerały na gitarę, wraz ze strajkowymi transparentami. Aktorzy przedstawiają nie tylko swoje rozumienie emocji, ale również niektóre sposoby radzenia sobie z nimi (na przykład wytupywanie złości), co, jako świetny edukacyjny dodatek, mogłoby być jeszcze mocniej podkreślone.

Świat słów w temacie emocji nie daje rady. Opisy przeżywanych uczuć wypadają nie tylko mało precyzyjnie i chaotycznie, ale również dość oklepanie. Trudno za nimi znaleźć rzeczywiste sensy. Dlatego też należy docenić tę część spektaklu, w której na pierwsze miejsce stawia się relacje bohaterów z animowanymi stworkami. To w wizualnym przedstawianiu poruszanych zagadnień ujawnia się naprawdę duży potencjał tej propozycji. Emocje – a co to takiego? ma szansę pomóc najmłodszym i dorosłym w odnajdywaniu się w poplątanym (dosłownie przedstawionym przez zawinięty kłębek różnokolorowych nitek) świecie wewnętrznych przeżyć. Jest świetnym przykładem tego, jak teatr formy może być wykorzystywany do przedstawiania tego, co często nieprzedstawialne, a przy tym otwierać na dalsze tematy do pracy z młodą publicznością.

Magia teatru w środku miasta

Kompletnie inną propozycją dla najmłodszych widzów festiwalu był spektakl plenerowy Uważajcie na tych dwoje, prezentowany przy budynku miejskiego urzędu. Ruchliwe ulice wokół placu oraz szykujące się tuż obok do ślubu młode pary nadawały tylko większej niesamowitości wydarzeniu. Giancarlo Casati i Nives Valsecchi z włoskiej Compagnia La Fabiola sprawili, że w środku zgiełku miasta pojawiła się prawdziwa teatralna magia! Nie przesadzam! Dzisiaj rzadko mamy przecież okazję przyglądać się pracy tak złożonych marionetek.

Wydarzenie rozpoczyna wyznaczenie pola gry. Giancarlo Casati rozkłada małe kółeczka, na których najmłodsi mogą usiąść by dobrze widzieć przedstawienie. Ten gest zaznaczenia granic sceny wzmacnia poczucie, że znajdujemy się na teatralnej wyspie. Aktor świetnie nawiązuje kontakt z publicznością, zagadując ją zarówno po angielsku jak i polsku i włosku, oraz angażując w sytuacyjne żarty, jak pomoc w opanowaniu uciekającej od wiatru czapeczki. Po takim wstępie po kolei swoje pięć minut mają dwie gwiazdy przedstawienia: pies Guilo i mała dziewczynka Fabiola. Obie marionetki potrafią nie tylko poruszać kończynami, a także oczami, pyskiem i ustami, a nawet brwiami, językiem, uszami, czy zębami! Mała Fabiola gdy jej opiekunowie nie patrzą, na naszych oczach przemienia się w wampira z ostrymi kłami! Tak skomplikowane lalki nie wykonały by jednak ani jednego ruchu bez pomocy ich świetnych animatorów. Pies prowadzony przez Nives Valsecchi porusza się i zachowuje jak żywy. Z daleka przechodnie mogli pomyśleć, że przy urzędzie odbywa się pokaz sztuczek z prawdziwym zwierzęciem. Gulio wykonuje polecenia trenera na swoich własnych zasadach, starając się bez dużego wysiłku uzyskać otrzymywane w nagrodzie cukierki, które po połknięciu przez psa wychodzą z drugiej strony… w postaci lizaka. Fabiola za to mdleje od zapachu spod swojej własnej pachy oraz nieustannie grzebie w nosie i uszach. Podobny typ humoru, żarty sytuacyjne pomiędzy dwoma lalkami i ich animatorami oraz teatralne triki (mleko w szklance rzeczywiście znika kiedy dziewczynka pije je ze słomki) składają się na żywy, krótki program, który dzięki finezji wykonania rozbawi zarówno dzieci jak i opiekunów.

Tak jak na początku przedstawienia lalki się budzą, na na koniec zapadają w sen, a my wraz z ich zamknięciem oczu powoli znowu słyszymy szum ulicy i dostrzegamy przechodniów spieszących się wokół. Propozycja Compagnia La Fabiola jest świetną okazją do zobaczenia teatru ulicznego, którego głównym zadaniem jest wspólne doświadczenie teatralnej magii w przerwie od otaczającej ją codzienności.

Chłopaki mają kij i coś kombinują

Na tym podtytule mogłaby się skończyć recenzja. Dostaliśmy wiadomości z wydziału lalkarskiego AST we Wrocławiu. Jednakże zabawny format został uzupełniony przez otwierającą treść, wcale nie tylko poprzez wykorzystanie klasycznego tekstu.

Zostajemy zaproszeni na scenie na piętrze, osłoniętą z każdej strony czerwonymi kurtynami. Widownia siedzi lub stoi wokół pola gry. Na środek wychodzi jeden z performerów (Piotr Czudżak ) i prosi o pomoc w wniesieniu dużego kartonowego pudła. Następnie tłumaczy, że żeby spektakl miał sens, musimy uwierzyć, że w pudle znajduje się z wiadomość od Boga, odpowiedź na nasze pytania. Mężczyzna siada za konsolą i następuję cisza, z której wyrywa nas akcja pozostałych performerów (Olaf Bajon, Tomasz Sordyl, Marcin Weron ) siedzących wśród widowni. Po kolei wstają ze swoich miejsc i proponują różne rozwiązania tej sytuacji. Wreszcie jeden z nich wyjmuje z pudełka kartki z fragmentami Traktatu o Manekinach Brunona Schulza, zapisane w formie czegoś pomiędzy wypisem przykazań a instrukcją obsługi. Mężczyźni rozdają je wśród widowni, czytając głośno fragmenty i zastanawiając się nad ich sensem. Tekst o ludzkiej potrzebie twórczości i działania z materią, która wybiega ponad działania Demiurga i nie powinna być tylko dla niego zarezerwowana, ma się odnosić do leżącego razem z nim w pudle drewnianego kija.

Performerzy, wierząc, że to właśnie w kiju leży tajemnicza odpowiedź od Boga, próbują wzbudzić jego tajemnicze właściwości. To szlachetne zadanie z perspektywy publiczności wygląda następująco: trzech chłopaków w rytm muzyki macha kijem i wyrywa go z rąk drugiego, kłócąc się o pierwszeństwo w narzuceniu reszcie kolejnych czynności mających pomóc w odnalezieniu rozwiązania. Proponowane działania przypominają, z jednej strony, dziecięce zabawy (próba lewitacji kijem dzięki sile woli), a z drugiej zadania z warsztatów teatralnych. Performerzy próbują zrozumieć kij przez jego naśladowanie czy własną zamianę w drewniane figury, a także przekształcenie kija w inny byt, na przykład wieloryba. Widownia jest świadkiem kolejnych, nieudanych prób. Całość, dzięki swojej chaotyczności i naturalności jest rzeczywiście komiczna.

Moc performatywnego działania przygotowanego przez wrocławskich studentów opiera się jednak nie na zabawnej formie, a tym, czego nie widać, co dzieje się w nas na widowni. Refleksja nad tekstem Schulza, poprzez bardzo dosłowne potraktowanie go jako instrukcji obsługi świata, wywołuje śmiech, ale i również stawia wiele pytań o naszą pozycję w tej sytuacji: Czy rzeczywiście próbujemy uwierzyć, że kij ma być odpowiedzią od Boga? Jeśli tak, to jak sami próbowalibyśmy ją interpretować? Co byśmy chcieli usłyszeć? Dostaliśmy wiadomość zaprasza nas do sytuacji przeżywania potencjalności, zarówno tej teatralnej (w postaci możliwości, jaki daje kij na scenie w rękach trzech chłopaków) jak i egzystencjalnej. Czym jest dla nas spotkanie nie tylko z materią kija, ale i możliwym poznanie tajemnicy świata? Czy nam również towarzyszy głód twórczości i wpływania na materię? Jeśli tak, to jak byśmy chcieli go wykorzystać?

Kłócący się mężczyźni nagle, bez wyraźnie wskazanego powodu, dochodzą do wniosku, że już wszystko rozumieją. Jeśli publiczność nie doszła do odpowiedzi, proponują jej dotknąć kija i w ten sposób poznać prawdę. Propozycja performerów potencjalnie dała możliwość publiczności na ingerencje w spektakl. I w ten sposób skończył się on puentą jednej widzki, która kij, po dłuższej medytacji nad nim, po prostu zabrała, oświadczając, że teraz należy do niej. Twórczy potencjał sytuacji wytworzonej przez wrocławską grupę został więc wykorzystany w pełni.

Gdzie Kubuś, a gdzie Pan?

Chociaż przy następnym spektaklu zostaliśmy zaproszeni do bardziej klasycznej sytuacji teatralnej, kolejna propozycja studencka miała wiele wspólnego z poprzednią. Muppet Fatalista i jego Muppet, jak sama nazwa wskazuje, inspirowany był także klasycznym tekstem Denisa Diderota Kubuś Fatalista i jego Pan. Rzeczywiście, całość przedstawiona jest przez kolorowe muppety.

Czworo studentów i studentek (Nina Czaja, Lilianna Kłos, Łukasz Krasoń, Jakub Jagielski). zaprezentowało kilka etiud opartych na tekście książki Diderota. Opowiadana przez Kubusia bajka o zazdrosnym Koziku i Pochewce, co nawzajem zdradzali się ramionach innych Kozików i Pochewek, powtórzona jest kilkukrotnie z inną obsadą i na różne sposoby. Efekt wywołany kontrastem pomiędzy muppetową formą i mówionym przez nie tekstem wywoływał dużo śmiechu na olsztyńskiej widowni. Aktorzy i aktorki wykazali się nie tylko komicznym wyczuciem, ale również dobrą techniką. Wiele z żartów wybrzmiewa tak dobrze dlatego, że polegają one na szybkich i precyzyjnych gestach oraz reakcjach pomiędzy lalkami, jak i ich animatorami. Muppet Fatalista i jego muppet kontynuuje to, co można było zauważyć już w zeszłym roku na olsztyńskim festiwalu: znaczna znajomość tradycyjnych form lalkowych młodych aktorów, którzy potrafią wykorzystywać je do tworzenia całkowicie nowych historii.

Wybrana forma podkreśla także niektóre przesłania tekstu, co widać szczególnie w dialogu pomiędzy Kubusiem i jego Panem. Lalki spychają się nawzajem z góry na dół, z krzesła na ziemię, próbując przebić się statusem. W hierarchicznej strukturze biorą udział jednak nie tylko muppety. To one sprawują władzę nad aktorami i aktorkami. Lalki niejednokrotnie wciskają siłą swoich animatorów na scenie, pragnąc sławy, szczególnie w rolach dramatycznych. Każda z nich pragnie opowiedzieć swoją wersję bajki o Koziku i Pochewce, nawet kosztem porzucenia nieposłusznych im studentów i oddania się w ręce nowych Panów siedzących na widowni (w tym dyrektora teatru)!

Obie studenckie propozycje, oprócz podjęcia się komediowego dialogu z klasycznymi tekstami, nie bały się również interakcji z publicznością i szybkiego reagowania na płynące od niej bodźce. Chociaż statek Anima po tych wodach powoli dopływa do portu, pierwszy dzień ostatniego festiwalowego weekendu zaprezentował jego pełną różnorodność: propozycje dla dzieci i dorosłych, tworzone zarówno przez studentów jak i doświadczonych twórców Polskich oraz zagranicznych. Nie mogę się już doczekać gdzie jutro zaprowadzi mnie wiatr w żaglach! Słyszałam coś o jakiejś plaży…

***

Organizator festiwalu:

Olsztyński Teatr Lalek

Miasto Olsztyn

Finansowanie:

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Partner CSR: Energa SA z Grupy ORLEN

Sponsor otwarcia festiwalu: MPEC Olsztyn- Bezpieczeństwo Ekologia Komfort

Patronaty honorowe:

Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Marta Cienkowska

Wojewoda Warmińsko-Mazurski, Radosław Król

Marcin Kuchciński - Marszałek Woj. Warmińsko-Mazurskiego

Robert Szewczyk Prezydent Olsztyna

Patronaty:

Polunima Polski Ośrodek Lalkarski

Związek Artystów Scen Polskich

Teatr Lalek”

teatralny.pl

e-teatr.pl

Polskie Radio Dzieciom

Partnerzy:

Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Olsztynie

MOK Olsztyn

Azyl cocktail & coffee bar

Źródło:

Materiał nadesłany

Wątki tematyczne

Sprawdź także