07.12.2016 Wersja do druku

Elfy zabiły?

Mamy tu historię snutą między jawą a snem i otwartą formułę spektaklu. Może więc był to tylko straszny sen, który śniła Erla? A może tak, jak to bywa w nordyckich baśniach i mitologii, palce maczały w opowieści islandzkie elfy? W tym teatralnym eksperymencie to, co prawdziwe jest niewidoczne dla oczu - o spektaklu "Reykjavík '74" Marty Sokołowskiej w reż. Katarzyny Kalwat w Teatrze im. Horzycy w Toruniu pisze Barbara Pitak-Piaskowska z Nowej Siły Krytycznej.

Niebiesko-chłodny odcień nieba odbija się w szerokiej tafli ogromnego jeziora. Krajobraz ten, niczym ostry nóż, przecina pas ziemi, który w styczniowe dni pokryty jest grubą warstwą śniegu. Kolory domów, dróg, przyrody zdaje się tłumić wszechogarniający chłód, a porywisty wiatr niemiłosiernie dźwięczy w uszach. Świszczy i dmie tak mocno, że niemal drąży nam głowę, podświadomość. Mimo że nastała noc, wciąż jest widno. Właśnie teraz Erla ma sen, w którym bardzo się boi. Tak bardzo, jakby to była rzeczywistość. Widziała ich stojących w kole, ale nie mogła dojrzeć ich twarzy. Na głowach mieli kaptury. Strach unieruchamia ją przy oknie - nie wyjdzie na zewnątrz. Erla odwraca się. W stronę łóżka. Czy to wciąż jej sen? W innej scenie, na wyświetlanym filmie, w rozpiętym płaszczu biegnie Saevar. Wspina się na ośnieżony pagórek, na siny pas ziemi, patrzy na nas, na ciebie, na mnie, po chwili zamyka oczy. Milczy. Może to tylko mu si

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Barbara Pitak-Piaskowska

Data:

07.12.2016

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe