EN

14.06.2023, 13:05 Wersja do druku

Eksplozja scenicznej energii

„Tootsie” Davida Yazbeka w reż. Magdaleny Piekorz, w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Pisze Zbigniew Lubowski w miesięczniku „Śląsk”.

fot. Artur Wacławek / mat teatru

19 maja w Teatrze Rozrywki w Chorzowie miała miejsce polska prapremiera musicalu „Tootsie" Davida Yazbeka i Roberta Horna. Spektakl wyreżyserowała Magdalena Piekorz. Rozmach realizacyjny „Tootsie" jest zaiste imponujący. Częste zmiany sytuacji scenicznych możliwe są dzięki obrotowej scenie, co gwarantuje utrzymanie żywego tempa komedii. Scenografia Grzegorza Policińskiego i reżyseria świateł Pawła Murlika podkreślają amerykański rodowód musicalowej opowieści Broadwayu. Na specjalne wyróżnienie zasługuje choreograficzna oprawa spektaklu. To dzieło Jakuba Lewandowskiego, wybitnego twórcy wielu autorskich przedstawień teatru tańca.

Polska prapremiera musicalu „Tootsie" okazała się ekscytującym wydarzeniem artystycznym. Rozmach inscenizacyjny komedii, inspirowanej pamiętnym filmem Sydneya Pollacka z Dustinem Hoffmanem w roli głównej (1982), wywarł spore wrażenie na publiczności zgromadzonej w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Spektakl w reżyserii Magdaleny Piekorz jest - bez cienia przesady - prawdziwą perełką sceniczną w dorobku istniejącej od blisko 40 lat śląskiej placówki spod znaku Melpomeny.

Źródłem inspiracji dla twórców chorzowskiego widowiska była amerykańska opowieść filmowa o bezrobotnym aktorze, który w odruchu desperacji postanowił przebrać się za kobietę, aby dzięki temu otrzymać wreszcie upragnioną rolę w tzw. „operze mydlanej". W kobiecym wcieleniu stał się sławny, ale artystyczna mistyfikacja przysporzyła mu poważnych kłopotów w życiu osobistym.

Film sprzed kilkudziesięciu lat zrobił furorę na całym świecie. Został nominowany w aż 10 różnych kategoriach w zaciętym wyścigu do prestiżowych Oscarów. Statuetkę otrzymała ostatecznie tylko Jessica Lange za drugoplanową rolę kobiecą (Julie Nichols), ale tak naprawdę Dustin Hoffman był bezsporną gwiazdą kasowego dzieła amerykańskiej kinematografii.

Warto przy okazji odnotować, że filmowe przebieranki mężczyzn wcielających się w postacie kobiece nie pojawiły się bynajmniej dopiero w kinie lat osiemdziesiątych XX wieku. Wystarczy przypomnieć choćby klasyczne dzieło komediowe „Pół żartem, pół serio" w reżyserii Billy'ego Wildera z 1959 roku. Czarno-biały film z udziałem Marylin Monroe, Tony ego Curtisa i Jacka Lemmona z pogranicza kryminału i zwariowanej farsy przeszedł do historii światowego kina.

Rozpędzona „ciuchcia"
Dustin Hoffman był pomysłodawcą charakterystycznego tytułu „Tootsie". Takie imię nosił pies ukochanej matki aktora. Słowo to w języku angielskim oznacza „ciuchcię" - zabawkę dla chłopców zafascynowanych miniaturowymi kolejkami. Bohater filmu przypominał w istocie rozpędzoną lokomotywę, której nic nie zatrzyma - ani wymogi zdrowego rozsądku, ani dobre rady przyjaciół.

Szaleńcza jazda gnającej niebezpiecznie „ciuchci" nabiera coraz większego tempa, grożąc wypadnięciem z torów na kolejnym wirażu.
Musicalowa wersja „Tootsie" na deskach chorzowskiego teatru nie jest jednak wierną kopią oryginału. Autorzy libretta scenicznego widowiska Roberta Horna w finezyjnym tłumaczeniu Daniela Wyszogrodzkiego (zarazem dziennikarza muzycznego, który zasłynął w swoim czasie erudycyjnymi książkami o dziejach zespołu rockowego The Roiling Stones), przenieśli akcję do współczesności, na ulice tętniącego życiem Nowego Jorku.

Główny bohater, Michael Dorsey, bierze udział w castingu do roli... niani w teatralnej wersji „Romea i Julii", a nie w rywalizacji związanej z telewizyjną „operą mydlaną". W efekcie powstaje swoisty „teatr w teatrze", co momentami pociąga za sobą rozrywkowe konsekwencje. Nie brakuje fantastycznej zabawy i niespodziewanych zwrotów akcji, obfitującej w ciągłe przebieranki sceniczne.

Gdy Michael przeistacza się w Dorothy, przepełnia go duma. Do tego stopnia identyfikuje się z graną przez siebie postacią, że zaczyna myśleć i odczuwać jak kobieta. Mało tego - oburzają go wszelkie przejawy dyskryminacji i złego traktowania kobiet. W niektórych chwilach fabuła musicalu przeobraża się wręcz w ekspresyjny manifest feministyczny. Frywolne dialogi bohaterów przedstawienia dodają całości pikantnego smaczku, a głośne salwy spontanicznego śmiechu na widowni potęgują jego ucieszny charakter (warto dodać, że komedia jest przeznaczona dla widzów od 14 roku życia).

Pod batutą perfekcyjnego dyrygenta
Wyróżnikiem dwuaktowego spektaklu są liczne piosenki Davida Yazbeka. Ich teksty zostały również przetłumaczone przez Daniela Wyszogrodzkiego. Amerykański muzyk, kompozytor i pisarz dał się poznać z wielu przebojowych musicali wystawianych z powodzeniem na nowojorskim Broadwayu. Melodyjne brzmienie jego utworów ma niemały wpływ na ciepłą atmosferę „Tootsie".

Chorzowscy widzowie mogą się o tym przekonać za sprawą orkiestry grającej pod batutą Michała Jańczyka, znakomitego dyrygenta, a także trębacza, pianisty, kompozytora i aranżera.

Oprawa muzyczna przedstawienia jest jego cennym atutem. W zespole zwraca uwagę perfekcyjna sekcja instrumentów dętych. Śpiewający aktorzy mają solidne wsparcie instrumentalne. A trzeba koniecznie wspomnieć, że nie w każdym teatrze muzycznym występuje takie oczywiste - wydawałoby się - zjawisko.

Niektóre role w spektaklu są majstersztykiem sztuki aktorskiej, w czym naprawdę nie ma ani grama przesady. Z jak najlepszej strony prezentują się: Hubert Waljewski (jako Michael Dorsey, a zarazem Dorothy Michaels), Katarzyna Hołub (postać rozdartej uczuciowo Julii), Jakub Wróblewski (we wcieleniu )effa, przyjaciela głównego bohatera) oraz Marek Chudziński (odtwórca roli Maxa, zabiegającego o względy Dorothy). Kostiumy zaprojektowane przez Lidie Kanclerz uwypuklają ich artystyczne kreacje. A odtwórcy pozostałych ról wcale nie ustępują im znacząco pod względem umiejętności aktorskich. Artystyczny poziom całego zespołu teatru wydaje się mocno wyrównany.

Imponuje rozmach realizacyjny „Tootsie". Obrotowa scena chorzowska umożliwia częste zmiany sytuacji scenicznych, co gwarantuje utrzymanie żywego tempa całej komedii przeradzającej się chwilami w żywiołową farsę. Scenografia Grzegorza Policińskiego i reżyseria świateł Pawła Murlika podkreślają zaś amerykański rodowód musicalowej opowieści z Broadwayu.

Na specjalne wyróżnienie zasługuje choreograficzna oprawa spektaklu. To dzieło Jakuba Lewandowskiego, wybitnego twórcy wielu autorskich przedstawień teatru tańca, stypendysty renomowanej placówki francuskiej - Centre Choregraphique Mathilde Monnier National de Montpellier. Popisy grupy baletowej pod jego choreograficznym okiem są eksplozją scenicznej energii.

Takich właśnie twórców przedstawienia dobrała sobie Magdalena Piekorz, czuwająca z werwą nad finalnym kształtem artystycznym „Tootsie". W minionych latach reżyserowała ona spektakle w teatrach Biel-ska-Białej, Częstochowy, Katowic, Krakowa i Warszawy. Bez większych obaw o popełnienie błędu można zaryzykować śmiałą opinię, że jej najnowsze dzieło nie zejdzie z afisza przez długi czas w Chorzowie!

Tytuł oryginalny

Eksplozja scenicznej energii

Źródło:

Śląsk 6/2023

Autor:

Zbigniew Lubowski

Data publikacji oryginału:

01.06.2023