EN
06.05.2022, 09:08 Wersja do druku

Eichlerówna

Irena Eichlerówna – Mary Grey – Joanna w "Joannie z Lotaryngii" Andersona, Teatr Kameralny Domu Żołnierza, Łódź, 1948. Zbiory Barbary Eichler-Andruszkiewicz

1.

„Moje aktorstwo jest objawem buntu” – deklarowała Irena Eichlerówna. Warto podążyć tropem tej wypowiedzi.

2.

W zrealizowanym w 1988 roku przez Telewizję Polską filmie dokumentalnym w cyklu „Polacy” Irena Eichlerówna chyba po raz ostatni wypowiada się przed kamerami. Skończyła już osiemdziesiąt lat, nie musi przejmować się gorsetem jakiejkolwiek poprawności, może mówić co chce i o kim chce. Należało się spodziewać, że tematem Eichlerówny będzie ona sama, odmieniająca siebie przez przypadki, jak bywa w przypadku skoncentrowanej na czubku własnego nosa gwiazdy. Jednak aktorka nie mówi o sobie, ale o marszałku Józefie Piłsudskim. To był rok siedemdziesięciolecia odzyskania niepodległości, topniała cenzura, dziś wiemy, że zbliżał się przełom polityczny. Wszystko to jednak nie tłumaczy, dlaczego „ostatnia gwiazda teatru” – jak nazywano Eichlerównę – pod koniec życia nagle schowała egocentryzm do kieszeni.

3.

Tworzyła w XX wieku, ale ten wykreowany artystyczny wizerunek bardziej pasował do wcześniejszej o stulecie „epoki gwiazd”. Osobowość Eichlerówny nie uznawała na scenie żadnej konkurencji. Z monstrualną siłą aktorka zagarniała dla siebie całą scenę, próbując zapanować nad przedstawieniem, podporządkowując wszystko i wszystkich granej postaci i swojej koncepcji roli. „Kiedy próbowałem cokolwiek wyjaśnić, patrzyła na mnie spojrzeniem szeroko rozwartych oczu, czystym i współczującym, dziwiąc się, że taki bezmiar niewiedzy może zmieścić się w jednym człowieku. (…) jej oczy w nieruchomej twarzy (…) lśniły chłodnym zainteresowaniem badacza, który przygląda się szczególnemu okazowi owada”[1] – wspominał tę „współpracę” Erwin Axer. Kapryśna, przekonana o własnej nieomylności, nie słuchała nikogo i nigdy nie liczyła się z żadnym reżyserem – poza jej nauczycielami: Wilamem Horzycą i Aleksandrem Zelwerowiczem. Ingerowała w teksty i role – własne i cudze, ustawiając grę partnerów według uznania. Nic nie mogło przeszkodzić jej sztuce. Ani partner, który z reguły był tylko punktem scenicznego odniesienia; ani muzyka, ani kostium (który zresztą dobierała sobie sama), ani żaden element scenografii. „Eichlerówna objęła rolę w Karocy Prospera Mériméego na krótko przed premierą. Dekoracje stały już na scenie. Osią dekoracji była piękna centralnie umieszczona kolumna. Eichlerównie kolumna się nie podobała. Czyniła wielkie starania, żeby ją usunąć, a kiedy to się nie udało, wypowiedziała kolumnie wojnę: a to potykała się o nią w najmniej spodziewanym momencie, a to zastygała w połowie rozpoczętego gestu pokazując, że jej kolumna grać nie pozwala, to znów obrzucała ją spojrzeniem, z którego dziecko by pojęło, że taką kolumnę tylko zupełny idiota mógł wstawić! Czasem po prostu znikała za kolumną i w ogóle jej nie było”[2].

4.

Eichlerówna przeżyła prawie cały burzliwy wiek XX, w którym historia „została spuszczona z łańcucha”. W okresie międzywojennym początkująca aktorka mogła swobodnie skupić się na doskonaleniu warsztatu, inaczej niż w 1948 roku, kiedy wróciła z brazylijskiej emigracji do komunistycznej Polski. Jeżeli sztuka powinna być odpowiedzią na rzeczywistość, to Eichlerówna odpowiadała swoim aktorstwem. Czasem chybiła, jak w przypadku pewnej próby rachunku sumienia. Pierwszą polską powojenną rolę zagrała w Joannie z Lotaryngii Maxwella Andersona, historii zespołu aktorskiego, odgrywającego historię Joanny d’Arc. Reżyserował Axer. „Eichlerówna grała Mary Grey, aktorkę, która gra Joannę d’Arc; dwie role w jednej. Nad bohaterką odbywał się sąd zakończony karą śmierci. Eichlerówna bez przerwy płakała. […] W polskim doświadczeniu okupacji ktoś, kto nie okazywał Niemcom siły charakteru, tylko szlochał, żeby wzbudzić litość – nie mógł zyskać sympatii u publiczności. Starałem się to jej wyjaśnić, czego ona w żaden sposób nie mogła pojąć. Idiotycznie tłumaczyła się, że nie była w czasie wojny w kraju, dlatego musiała odpokutować to, co przeżyli rodacy. Zawodziła, żeby odrobić zaległości”[3]. Innym razem trafiała w sedno, jak w zagranej u schyłku stalinizmu Schillerowskiej Marii Stuart. a Królowa, której los był już przesądzony, nie wchodziła do parku Fotheringhay ciężkimi, kamiennymi krokami, lecz wbiegała. „Wbiegła lekko na palcach, z szeroko rozłożonymi ramionami, bardzo szybkim, bardzo lekkim krokiem okrążyła scenę, biorąc w posiadanie przestwór z szerokim niebem, którego w zamknięciu była pozbawiona. Horyzont teatru jest ciasny, ale ona go stwarzała w całym bezmiarze. Miała zwiewność i swobodę lotu, naturalność szesnastoletniej dziewczyny. Wszystko działo się tak prędko, że człowiek z opóźnieniem czuł, orientował się, że był świadkiem czegoś niebywałego. Samej prawdy i alegorii zarazem. Niczego więcej, niczego dobitniej nie da się na scenie powiedzieć”[4].

5.

PRL był czasem nieustającej gry z władzą i próby charakteru. Niektórzy artyści wyraźnie angażowali się w politykę, po stronie PZPR (Tadeusz Łomnicki) lub po stronie antykomunistycznej opozycji (Halina Mikołajska). Eichlerówna kultywowała niezależność, ale doskonale wiedziała, na jakim świecie żyje. W stanie wojennym socjalistyczna gospodarka kulała jak nigdy, na sklepowych półkach stał tylko ocet. Na spotkaniu z Mieczysławem Rakowskim, który próbował przeciągnąć ludzi teatru na stronę władzy, Eichlerówna zapytała ówczesnego wicepremiera o… nakrętkę do jego termosu. Potrzebowała dokładniej takiej samej, szukała jej bezowocnie po całym mieście.

Henryk Szletyński po rozwiązaniu niezależnego ZASP-u montował nową organizację, w założeniu służalczą wobec junty Wojciecha Jaruzelskiego. Nękał Eichlerównę telefonami, usiłując ją skaptować. Bezskutecznie. W desperacji rzucił w pewnym momencie: „Nie ukrywam, że zależy mi na pani nazwisku”. „Mnie też” – odparła Eichlerówna i odłożyła słuchawkę.

Nagrodę za pięćdziesięciolecie pracy przekazała na budowę Pomnika Poległych Stoczniowców w Gdańsku.

z arch. Artystki

6.

Stereotyp gwiazdy jako osoby oderwanej od rzeczywistości nie pasuje do Eichlerówny. Była nie tylko aktorką, ale i świadomą wyznawczynią inteligenckiego etosu. Przy czym aktorstwo i etos w tym przypadku łączyły się w spójną całość. Artystka buntowała się – spektakularnie w sztuce, mniej widowiskowo w życiu – przeciw złu i niegodziwości, kłamstwu i zniewoleniu. Za wolnością. Piłsudski był jej sprzymierzeńcem.


Michał Smolis

[1] Erwin Axer, Ćwiczenia pamięci, Warszawa 1984, s. 119.

[2] Erwin Axer, op. cit., s. 120.

[3] Upiększyła język polski, „Teatr” 2008, nr 10.

[4] Erwin Axer, op. cit., s. 226, 227. 

Źródło:

Materiał własny