03.02.2020 Wersja do druku

Dzieło życia (przynajmniej w spektaklu)

Opera Bałtycka podjęła się jako pierwsza w Polsce wystawienia dzieła Anonio Cagnoniego. Choć kompozytor był ceniony za życia, po śmierci szybko zapomniano o jego operach. Nie wydaje się to jednak zaskakujące, jest wiele ciekawszych utworów. Szkoda, że w Gdańsku sięgnięto właśnie po to dzieło. Choć trzeba przyznać, że pomysł na realizację wypadł ciekawie - o "Don Bucefalo" w reżyserii Pawła Szkotaka pisze Paulina Janas z Nowej Siły Krytycznej.

Szpital, Rzym, salon masażu, teatr, narciarze, łaźnia, Wenecja, pralnia - to wszystko w realizacji Opery Bałtyckiej w Gdańsku dzieła Antonio Cagnoniego "Don Bucefalo" w reżyserii Pawła Szkotaka. Libretto Calisto Bassi opowiada o tworzeniu opery, o poszukującym natchnienia tytułowym kompozytorze, o sprzeczających się o miano głównej solistki pielęgniarkach, w końcu o wystawieniu jego dzieła. Opera komiczna nie obejdzie się bez miłosnych podbojów, które zawsze kończą się szczęśliwie. Dziewiętnastowieczne dzieło zostało przeniesione do współczesnych realiów. Czasem ma się wrażenie przerysowania, jak w akcie pierwszym, gdy Count Belprato (Aleksander Kunach) wyśpiewuje arię o miłości do Rozy (Joanna Moskowicz), na związek których nie wyraża zgody jego rodzina, a w tym czasie na scenie pojawiają się trzy staruszki, będące przyczyną jego nieszczęścia. Widz i bez tego może wyobrazić sobie krewnych udręczonego adoratora. Scenografia (Damian

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Paulina Janas

Data:

03.02.2020

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe