09.12.2019 Wersja do druku

"Dziady" bez cheerleaderek

Czy Mickiewicz jest w teatrze jeszcze potrzebny? Elity teatralne traktują romantyzm jak balast. Bo promuje "niewłaściwe formy" miłości do ojczyzny. Bo wydaje się niestosowny w nieheroicznych czasach. Bo zwraca się do Boga - pisze Piotr Zaremba w Rzeczpospolitej - Plus Minus.

W czasach, gdy wielu powątpiewa w sens wracania do romantycznego repertuaru, Teatr Polski w Warszawie wystawił "Dziady" [na zdjęciu]. Wyreżyserował je Janusz Wiśniewski. Publika drugiego dnia po premierze wstała z miejsc, nagradzając przedstawienie owacją. Na widowni było sporo znanych postaci - od Anny Komorowskiej (żony byłego prezydenta) i dyrektora TVN Edwarda Miszczaka, po kojarzonych raczej z prawą stroną pisarzy: Wojciecha Tomczyka i Antoniego Liberę. Dzień wcześniej, na premierze, kiedy na sali znalazło się wielu sławnych ludzi teatru, reakcje były podobne. Równocześnie nad przedstawieniem ciążyła szeptana opinia, że słabe, nieudane, nie na miarę. Część zastrzeżeń miała naturę fachową. Sam wychodziłem z poczuciem niedosytu. Jednak miałem wrażenie, że w kręgach ekspertów od teatru to przedstawienie jest skazane na osąd surowszy, niż na to zasługuje. Z powodu jego wymowy. Sama decyzja, aby wystawić "Dziady" była zaskoczeniem. A z

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

"Dziady" bez cheerleaderek

Źródło:

Materiał własny

Rzeczpospolita nr 49 - Plus Minus

Autor:

Piotr Zaremba

Data:

09.12.2019