EN
6.02.2008 Wersja do druku

Dyrektorzy teatrów nie lubią nowej muzyki i popełniają błąd

"Zbrodnia i kara" w reż. Jitki Stokalskiej w Warszawskiej Operze Kameralnej. Pisze Jacek Marczyński w Rzeczpospolitej.

Przedstawienie w Warszawskiej Operze Kameralnej jest skromne, liczy się w nim każde słowo. To teatr pozornie tradycyjny, a jednak współczesny Każda nowa polska opera warta jest wnikliwiej uwagi. Powstają one rzadko, a teatry bronią się przed ich wystawianiem, nie chcąc narażać się publiczności o konserwatywnych gustach. Czasami jednak warto podjąć ryzyko, zwłaszcza gdy w grę wchodzi utwór taki jak "Zbrodnia i kara" Bernadetty Matuszczak. Czy zresztą to, co zaproponowała toruńska kompozytorka (rocznik 1931), jest jeszcze operą? Instrumentacja orkiestrowa okazuje się ascetyczna, a śpiewacy nie muszą dokonywać wokalnych szaleństw, lecz bardziej być aktorami, autorka bowiem posługuje się często tzw. mową śpiewaną. W "Zbrodni i karze" zaciera się granica między współczesną operą a nowoczesnym teatrem, który coraz częściej korzysta z muzyki. Od wielu spektakli dramatycznych "Zbrodnię i karę" odróżnia zatem nie forma, lecz treść. Je

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Dyrektorzy teatrów nie lubią nowej muzyki i popełniają błąd

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 31 - Warszawa

Autor:

Jacek Marczyński

Data:

06.02.2008

Realizacje repertuarowe