27.04.2012 Wersja do druku

Dwa miliony za frajdę

- Marzy mi się wystawienie "Uczty" Platona. Uważam, że w teatrze trzeba rozmawiać o miłości - mówi TOMASZ KAROLAK, dyrektor Teatru Imka w Warszawie.

Tomasz Karolak. Wszyscy go znamy z filmu i telewizji. Popularny aktor zainwestował gotówkę we własny teatr. Dokładnie dwa miliony złotych. Bagatela! Ale jego Teatr Imka zaczyna przynosić zyski. Mało tego. Zbiera nagrody i uznanie krytyki. Niektórzy są w czepku urodzeni. Powód był prosty - tęsknota za teatrem. Ale za kaprysy trzeba płacić: pieniędzmi, czasem, potem i zszarganymi nerwami. - Początki nie były łatwe. Cała ta biurokracja, księgowość, zusy - to jakiś koszmar! Dla urzędników teatr artystyczny to taki sam podmiot jak sklep z batonikami. Nikt nie brał pod uwagę, że działamy często pro publico bono i nasze projekty są niekomercyjne. Ale nie mogłem uzyskać nawet odroczenia płatności - sroży się na samo wspomnienie aktor. Mozolną pracą i wyrzeczeniami wiele udało się zrobić. Aktorzy zgadzali się czekać na honoraria. - Rzeczywiście, początki były trudne, graliśmy na kredyt, żeby wesprzeć Tomka. Warto było - dodaje Piotr Adamcz

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Dwa miliony za frajdę

Źródło:

Materiał nadesłany

Puls Biznesu nr 83 dodatek

Autor:

Michał Mizera

Data:

27.04.2012