30.06.2008 Wersja do druku

Dwa miesiące śmierci

- To było traumatyczne wydarzenie. Własny akt zgonu na stole. Ale już mniej traumatyczne, a bardziej kłopotliwe, że bardzo szybko wszędzie mnie poskreślano z ewidencji. Wpisano mnie ponownie, jako obywatela, dopiero 20 sierpnia. Wtedy bowiem unieważniono mój akt zgonu. Można powiedzieć, że przez dwa miesiące nie żyłem - aktor ZDZISŁAW WARDEJN wspomina tragiczny epizod z czerwca 1956 roku.

W nocy miał się odbyć jego pogrzeb. W zakupionej naprędce trumnie złożono zmasakrowane ciało. Zjechała się niemal cała rodzina, opłakując zamordowanego jedynaka. A on... wrócił na kilka godzin przed Mszą Świętą żałobną w jego intencji i uczestniczył już w nabożeństwie dziękczynnym za ocalenie życia. Był słoneczny czwartek 28 czerwca 1956 roku. Od kilku dni przyzwyczajał się do wakacyjnego trybu spędzania czasu. Wstał jednak wcześnie, jakby za chwilę miał iść do szkoły. Ale był tylko umówiony z kolegą. Czekał w domu może z godzinę. Tamten nie przyszedł. Ruszył więc na miasto, bo skądś - już po ponad czterdziestu latach nie pamięta skąd - dowiedział się, że tam się coś dzieje. W Poznaniu mieszkał od kilkunastu lat, choć urodził się w Warszawie. Ich rodzinny dom został zburzony w czasie powstania warszawskiego. Tu, w Poznaniu, zamieszkał z rodzicami w willi pobudowanej przed wojną jeszcze przez dziadka. Bardzo lubił Pozn

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Dwa miesiące śmierci

Źródło:

Materiał nadesłany

Przewodnik Katolicki nr 26/29.06

Autor:

Mateusz Wyrwich

Data:

30.06.2008