10.11.1999 Wersja do druku

Dredy polskie

Widziałem starszą panią, która zachwycona pokazywała aktorom palce w pacyfistycznym znaku, widziałem mężczyznę w wieku więcej niż średnim, który szalał na scenie, aż mu fruwał krawat.

Trzydzieści lat od premiery na Broadwayu manifest kontrkultury lat 60., pacyfizmu, wolnej miłości i buntu jest nadal żywy. Ta historia życia nowojorskiej komuny hipisów, którzy uprawiają wolną miłość, zażywają narkotyki i palą karty powołania na wojnę w Wietnamie, w Stanach wywołała skandal. Do polskiej widowni dotarła w chwili, kiedy nagość, seks i narkotyki znajdują się w co drugim przedstawieniu teatralnym i poza kilkoma moralistami z prawicy w nikim nie budzą już emocji, podobnie jak tytułowe długie włosy. I oto stała się rzecz niespodziewana chyba nawet dla autorów widowiska: "Hair" idzie kompletami, na widowni pojawiają się młodzi ludzie o długich włosach, obwieszeni paciorkami, a w finale na scenę wbiega tłum w różnym wieku i tańczy razem z aktorami do przeboju "Let the Sun Shine". Różnica między amerykańską i polską prapremierą jest tylko taka, że w Gdyni publiczność się nie rozbiera. Reżyser Wojciech Kościelniak starał

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

"Gazeta Wyborcza" nr 263

Autor:

Roman Pawłowski

Data:

10.11.1999

Realizacje repertuarowe