- W Polsce ciągle obowiązuje kult romantycznego amatorstwa - natchniony poeta, któremu Pan Bóg dyktuje wiekopomne strofy. Dramaturg to jest zawód! To nie jest tylko dar boży - mówi Tadeusz Słobodzianek, dramatopisarz, reżyser, prezes Laboratorium Dramatu Towarzystwa Autorów Teatralnych w Warszawie.
Agnieszka Jelonek-Lisowska: Kilka lat temu twierdziłeś podobno, że kobieta nie jest w stanie napisać sztuki. Tadeusz Słobodzianek: - Tak rzeczywiście uważałem. Kobiety w pasjonujący sposób potrafią opisać świat poprzez szczegół, detal. Po czym, jak kończysz czytać całość, to nie wiesz, jaka jest tam wizja świata i o co w ogóle chodzi. Skąd takie przeświadczenie? - Z pracy w teatrze, czytania wielu sztuk nadsyłanych przez dramaturgów i dramaturżki. Swoją opinię opierałem też na filmach kobiet reżyserek, na przykład Włoszki Liny Wertmilller. Ona robiła szokujące, interesujące filmy, ale jak na ten sam temat film zrobił Bertolucci, to z jego wizji świata wynikało coś bardzo przejmującego. U Wertmuller oprócz niesamowicie pokazanej, odważnej sytuacji żadna głębsza myśl nie wynikała. Teatrolożka Jagoda Hernik-Spalińska zadedykowała ci jeden ze swoich tekstów jako "osobie, która przywróciła kobietom głos w polskim dramacie". - Pracuję