04.02.2020 Wersja do druku

Dramat radykalizacji

- Spotykamy się z dramatem człowieka, który za wszelką cenę chce być kochany, a z drugiej strony nie może zrezygnować ze swojej tożsamości, z poszukiwania siebie - mówi Maria Spiss, autorka dramatu i spektaklu "Królowa. Freddie - jestem legendą", który można oglądać w Teatrze im. A. Fredry w Gnieźnie.

Kuba Wojtaszczyk: Czym jest dla pani muzyka Freddiego Mercury'ego i kim jest sam artysta? Maria Spiss: Jest to długa historia, choć z przerwami. Kiedy Freddie zmarł, miałam 14 lat. Dopiero wtedy, pod koniec szkoły podstawowej, zaczęłam słuchać Queen. To był czas ich ostatniego albumu "Innuendo". Od tej płyty rozpoczęłam poznawanie zespołu. W listopadzie 1991 roku przyszła wieść o śmierci Mercury'ego. Bardzo dobrze pamiętam ten dzień i moją rozpacz. Byłam na zajęciach w szkole i nie mogłam powstrzymać płaczu. KW: Jak narodził się pomysł na spektakl? MS: Zaczęłam mówić, że to taka historia z przerwami, bo do postaci Freddiego zaczęłam wracać w rozmowach z reżyserem Piotrem Siekluckim kilka lat temu. Uznaliśmy, że byłoby dobrze zrobić spektakl o tym artyście. Pierwotnym miejscem miał być Teatr Nowy w Krakowie, jeszcze jego stara siedziba na Gazowej, czyli mała scena, w piwnicy. Wtedy zdecydowaliśmy się na monodram, w którym Piotrek sam mi

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Dramat radykalizacji

Źródło:

Materiał nadesłany

kulturaupodstaw.pl

Autor:

Kuba Wojtaszczyk

Data:

04.02.2020