"Rutherford i syn" w reż. Mariusza Wojciechowskiego w Teatrze Nowym w Poznaniu. Pisze Marta Kaźmierska w Gazecie Wyborczej - Poznań.
Choć spektakl Mariusza Wojciechowskiego przenosi widza w czasy Rewolucji Przemysłowej jest opowieścią uderzająco aktualną. Gdy w 1912 r. w londyńskim Royal Court Theater Katharine Githy Sowerby debiutowała sztuką "Rutherford i syn" miała 36 lat, podobnie jak jej bohaterka, Janet. Stąd znawcy literatury angielskiej widzą w dramacie Sowerby dzieło autobiograficzne, rodzaj literackiej spowiedzi. Nic spektakularnego nie wydarzyło się na przełomie XIX i XX stulecia, choć niektórzy pesymiści przypisywali dacie 1900 rolę cezury, po której nastąpi koniec świata. Ponieważ nie nadszedł - życie biegło dalej utartym torem, w kieracie codziennych obowiązków, od podstawowej komórki społecznej począwszy: z mężczyzną w roli głowy domu i podległą mu kobietą. Z takiej rodziny wywodziła się Sowerby. I taką rodzinę opisała w swoim dramacie. U Wojciechowskiego aktorzy wychodzą do widza z rodzinnego portretu: to pierwsza scena, niema i nieruchoma, na wskro