20.12.2011 Wersja do druku

Dobrze, kiedy nic już się nie musi...

O Krakowie lat 50., artystycznych przyjaźniach i trudnej sztuce scenografii opowiada KAZIMIERZ WIŚNIAK - wybitny scenograf, malarz i rysownik, współtwórca kabaretu Piwnica pod Baranami.

Krzysztof Jakubowski: Jak Kazimierz Wiśniak znalazł się w Gubinie nad Nysą Łużycką? Podobno budował pan tam jakieś obiekty wojskowe? Dziś możemy już chyba zdjąć klauzulę tajności? Kazimierz Wiśniak: Rzeczywiście, po ukończeniu technikum budowlanego w Łodzi z nakazem pracy skierowano mnie na tzw. Ziemie Odzyskane. To był nieciekawy czas. Rok 1952, Gubin, częściowo zbombardowany i opustoszały, sprawiał przygnębiające wrażenie. Mnie przypadły kierownicze prace przy budowie kinoteatru dla wojska. Chciałem zarobić na studia, bo rodziców, skromnych łódzkich tkaczy, nie było stać na finansowanie mojej dalszej nauki. Poza tym miałem jeszcze trójkę rodzeństwa. Wkrótce pojawił się tam inny technik budowlany, Jerzy Afanasjew, kilka lat później współzałożyciel słynnego teatru Bim-Bom. Jak pan trafił do Krakowa? - Kiedy podjąłem decyzję o podjęciu studiów i wybór padł na krakowską Akademię Sztuk Pięknych, okazało się, że mogę

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Współzałożyciel Piwnicy pod Baranami: Dobrze, kiedy nic już się nie musi...

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza nr 295 online

Autor:

Krzysztof Jakubowski

Data:

20.12.2011