02.07.2008 Wersja do druku

Dobry koniec nie jest zły

To haust świeżego powietrza. Pomimo jakby przypisanego bycia ostoją przeszłości, zakrojoną dla szerokiej publiki, tym razem żart wybrzmiewa naturalnie, dzięki czemu śmieszy, a nie żenuje - o "Wszystko dobre, co się dobrze kończy" w reż. Tadeusza Bradeckiego w Teatrze im. Osterwy w Lublinie pisze Marta Zgierska z Nowej Siły Krytycznej.

Spektakl z jednym antraktem, który rozłamuje sztukę na dwie, bardzo nierówne części. Tak o ostatniej premierze "Wszystko dobre, co się dobrze kończy" w Teatrze im. Osterwy w Lublinie można powiedzieć najkrócej. Realizacja należy do tych, które narzucają swoją ocenę poprzez pryzmat obsady, dokonań poszczególnych aktorów. Dramat, ewentualny morał czy reżyserskie podejście do tekstu są same w sobie oczywiste. To komedia Szekspira nie do końca znana. Obyczajowa, o determinacji i sile miłości. Niskiego stanu Helena (Kinga Waligóra) zakochana w Bertramie (Krzysztof Olchawa) robi wszystko, by posiąść jego uczucie. Udaje jej się uleczyć króla (Henryk Sobiechart), który daruje jej Bertrama za męża, a gdy to nie przynosi jego wzajemności, wchodzi w konszachty z młodą Dianą (Monika Babicka), by zamiast niej w ciemnościach spędzić noc ze swoim wybrankiem. Wszystko, jak w tytule, kończy się dobrze, gdy przed królem następuje rozwiązanie sytuacji, a w

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Marta Zgierska

Data:

02.07.2008

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe