30.06.2006 Wersja do druku

Do domu - zamykamy (...czyli miniony sezon na krakowskich scenach)

Z jednej strony napastliwy bełkot plakatowych, wiecznie zdyszanych rewolucjonistów scenicznych. Legion ich, nawet dwa legiony. Nieprzyjemnie tupią, gdy idą, zwłaszcza że zawsze kupą łażą. Z drugiej - kilku, może kilkunastu tych, co na kanwie swej wobec Molierów i Szekspirów zrozumiałej bezradności pragną dotknąć w sobie choć jednego czystego dźwięku. I tym dźwiękiem sprawić radość słuchającym - pisze Pawł Głowacki w Dzienniku Polskim.

W czerwcu 2006, po fajerancie, kierowniczka mięsnego, co Gierka przetrzymała, na Dużą Scenę Starego Teatru wkracza z energią, z jaką w południe wieprza na zapleczu toporem ćwiartowała. W żakiecie na bazie stylonu, w polistyrenowych czółenkach, z błyszczącą torebką na przedramieniu, szczelnie spowita czosnkowym odorem wędzonej lisieckiej, wkracza i ku zdumieniu klientów - Molierem gada. W rytmie ćwiartowania skanduje: "Tak, dłużej chyba nie należy zwlekać, (...) wprost do więzienia pana stąd zabieram". Skanduje finalne frazy "Tartuffe'a", co je Oficer Gwardii Królewskiej ma wygłaszać, skanduje tak, jakby co innego gadała. Alicja Bienicewicz duka zdania Moliera - a naprawdę słychać drugie dno. "Ni ma wołowego. Ni ma salcesonu. Została stara kicha. Nic nie wystoita". Tak kończy się wyreżyserowany przez Mikołaja Grabowskiego "Tartuffe" Moliera. Baba w roli Oficera jest w istocie kierowniczką mięsnego, co przyłazi i zamyka budę ćwiartowaniem z

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Do domu - zamykamy

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Polski nr 151

Autor:

Paweł Głowacki

Data:

30.06.2006

Tematy w toku