"Jezioro" Michaiła Durnienkowa w reż. Yany Ross w TR Warszawa. Pisze Paweł Soszyński w Dwutygodniku.
Spektakl "Jezioro" Michaiła Durnienkowa w reżyserii Yany Ross w TR Warszawa mógłby skończyć się w gruncie rzeczy jeszcze przed pierwszą sceną, bo prolog, kiedy widzowie zasiadają na widowni, mówi tu już wszystko. Zbyt dosłowna, choć imponująca, scenografia Justyny Elminowskiej zamyka scenę w betonowym schronie, w którym trawka, grill, leżaki - wakacje nuworyszów. Apokaliptyczne to wszystko, bo z głośników słyszymy o tym, gdzie nasi bohaterowie nie chcieliby znaleźć się w dniu końca świata: "Mam nadzieję, że nie zastanie mnie w centrum handlowym, przy posiłku, na kiblu, we śnie, w windzie, przy kichaniu. Nie chcę przegapić końca świata, wjeżdżając do tunelu, nurkując, marząc. Nie chcę też, by to było podczas mycia zębów, gdy stoję przed lustrem". Ten sam ciąg usłyszymy na koniec spektaklu, co jest miałkim zabiegiem, bo w takich klamrach jest zawsze ukryty zwrot do widza: teraz już lepiej rozumiesz. Ciekaw jestem raczej, gdzie bohaterowi