13.02.2006 Wersja do druku

Déja vu

Nie ma tygodnia, by nie objawiał się gdzieś kolejny powiatowy inkwizytor. Czy limitowanie artystycznej wypowiedzi nie było tylko wstępem do bardziej generalnych ograniczeń w naszym życiu społecznym? - zastanawia się Maciej Nowak, dyrektor Teatru Wybrzeże w Gdańsku i Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego w Warszawie na łamach Rzeczpospolitej.

Kilka tygodni temu przeżyłem przykre déja vu. O wypowiedź przed kamerą poprosiła mnie korespondentka austriackiej telewizji państwowej. Pytanie brzmiało: - Czy można mówić o powrocie cenzury w Polsce? Ostatni raz na podobny temat wypowiadałem się dla zagranicznej telewizji pod koniec lat 80. Stąd właśnie przykre wrażenie déja vu. TRZEBA BIĆ NA ALARM Odwrotnie niż przed dwiema dekadami, tym razem nie usatysfakcjonowałem odpytującej mnie dziennikarki. Odpowiadałem rezolutnie, że przecież nie można wątpić w panujące w Polsce demokratyczne zasady; że do cenzuralnych zapisów jeszcze abstrakcyjnie daleko. Lałem oliwę na wzburzone emocje, wywołane tak bardzo fotogenicznymi próbami eksmisji klubu Le Madame, donosami burmistrza Pragi na rzekomo pornograficzne spektakle teatru Suka Off czy niemądrymi wypowiedziami podlaskich radnych, kwestionujących artystyczny wymiar teatru Wierszalin. Dziś mam poczucie, że uspokajając austriackich telewidzów p

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Déja vu

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita nr 37

Autor:

Maciej Nowak

Data:

13.02.2006

Wątki tematyczne