Pozostając wierny ukochanej (a kiepsko znanej w Polsce - dopiero dziś ukazują się podstawowe tłumaczenia) literaturze niemieckojęzycznej pierwszych dekad wieku, Krystian {#os#1116}Lupa{/#} z imponującą odwagą łamie najbardziej, zdawałoby się, niezwalczone bariery sztuki scenicznej. Inscenizuje prozę w gruncie rzeczy nie poddającą się teatralizacji. W opowiadaniu Roberta {#au#796}Musila{/#} "Kuszenie cichej Weroniki" nie pada słowo dialogu, a narracja nie toczy się nawet w podświadomości - prędzej na progu podświadomości; pisarz notuje przeczucia, mgliste niepokoje, nieracjonalizowalne obsesje, senne koszmary, niewyklute fascynacje i bojaźnie. Jak je grać? W "Hannie Wendling" Hermanna {#au#890}Brocha{/#}, drugim opowiadaniu składającym się na ten wieczór, jest przynajmniej "namacalna" sytuacja: wojna, ludzie wybici z życiowych kolein, oszołomieni. A i tak zamieranie, apatia, wewnętrzny rozpad głównej bohaterki zdaje się znowu tematem nie na scenę. Lup
Źródło:
Materiał nadesłany
Polityka nr 29