10.02.2018 Wersja do druku

Dajmy wreszcie spokój Aleksandrowi Węgierce

Udała mu się rzecz niezwykła, której dzisiejsi przeciwnicy Węgierki nie mogą zrozumieć. Dla całego zespołu teatr stał się nie tylko miejscem pracy, ale także jedynym terenem życia społecznego i towarzyskiego. Skaza enkawudzisty i kolaboranta została do Węgierki niesłusznie przylepiona - pisze Andrzej Lechowski, dyrektor Muzeum Podlaskiego w Kurierze Porannym.

Mimo, że już kilkakrotnie pisałem w Albumie o Aleksandrze Węgierce, za każdym razem w sprawie obrony jego dobrego imienia, postanowiłem jeszcze raz wrócić do tego tematu. Zbudowany jestem opinią warszawskiego IPN-u, który spokojnie i rzeczowo i, co najważniejsze, w oparciu o historię, zajął się patronem białostockiego teatru. Niemniej jednak, w komunikatach medialnych informujących o tym wydarzeniu, często powtarzającym się słowem było "kontrowersja", czyli z prostego przekładu z łaciny - rozbieżność sądów. W opisowym, potocznym zaś tłumaczeniu, kontrowersyjny znaczy tyle, że osoba obdarzona tym określeniem nie jest jednoznaczna. Mówienie, w kontekście opinii IPN o Węgierce, że jest kontrowersyjny, jest takim puszczaniem oka do odbiorcy - IPN swoje, a my przecież i tak wiemy swoje. I tu tkwi problem. Bo te "kontrowersje" być może tkwią w nas. W naszym stereotypowym patrzeniu na historię. Tyle przecież razy różne osoby wypowiadały niczym ni

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Dajmy wreszcie spokój Aleksandrowi Węgierce

Źródło:

Materiał nadesłany

Kurier Poranny nr 29 /09-02-18

Wątki tematyczne