01.03.2010 Wersja do druku

Czterdziestodniowy potop pomysłów

"Lalka" w reż. Wojciecha Kościelniaka w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Pisze Jarosław Zalesiński w Polsce Dzienniku Bałtyckim.

Czterdziestodniowy potop pomysłów - do tego jedynie potrafię przyrównać to, co na scenie Teatru Muzycznego wyrabia w swojej musicalowej wersji "Lalki" Prusa Wojciech Kościelniak. Jest w tym porównaniu miejsce i na podziw, i na wątpliwość. Trudno nie podziwiać reżyserskiej roboty, dzięki której przez trzy godziny (z przerwą na odetchnięcie) możemy się sycić tyloma i to tak fantastycznie odegranymi aktorskimi etiudami, w jakie zmienia się każdy kolejny numer widowiska. Trudno jednak od pewnego momentu nie zacząć się zastanawiać, czy wyładowany tyloma efektami spektakl nie zaczyna gdzieś dryfować. Gdy Izabela Łęcka, przebrana za anioła, zaczęła fruwać wysoko nad sceną, w szacie paronastometrowej długości, pomyślałem sobie: zaraz, Prus był pisarzem okresu pozytywizmu czy baroku? A jednak w finale musiałem uznać się za pokonanego. Wątpliwości wątpliwościami, ale "Lalka", której premierę obejrzeliśmy w minioną sobotą, to niecodzienny

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Po premierze "Lalki" w Teatrze Muzycznym

Źródło:

Materiał nadesłany

Polska Dziennik Bałtycki nr 50

Autor:

Jarosław Zalesiński

Data:

01.03.2010

Realizacje repertuarowe