Kurtyna odsłania nam scenę-laboratorium, błyszczącą srebrzyście. Schody w górę - do drzwi, okno, czarno-biały stół pingpongowy, ława. I to wszystko. Trzeba mądrości i estetycznej intuicji, by w takiej scenerii osadzić sztukę Andrzeja Trzebińskiego "Aby podnieść różę". Synteza osobowości twórczej Liliany JANKOWSKIEJ. Osią dramaturgiczną sztuki jest gra w ping-ponga. Ważni są partnerzy, ale równie ważna piłeczka. Człowiek i rzecz - równorzędni partnerzy dramatu. Banał? Wyrafinowana groteska? Ludzie osaczeni od początku do końca - przez kogo? Przez co? Koncepcja reżyserska Tadeusza BYRSKIEGO jest klarowna i czytelna od początku do końca spektaklu. W zamyśle tym odczuwa się z jednej strony pietyzm dla autora, szacunek dla tekstu, ale to byłoby za mało. Tej sztuki nie wystawia się w roku 1943, gdy powstała, tylko w roku 1985. Czas, który upłynął między tymi dwiema datami udowodnił, że Trzebiński był wizjonerem. Posądzano go o wtór
Tytuł oryginalny
Człowiek przeciw sobie
Źródło:
Materiał nadesłany
Słowo Ludu nr 30