Znów pod prąd popłynęli Adam i Jarosław Kilianowie, dając na jubileusz Ojca - 50 lat pracy na scenie warszawskiej "Lalki" - przedstawienie, któremu tak daleko do komercji i blichtru kultury masowej jak "Klechdom domowym" do komiksowych przygód Supermana czy Batmana. Zarazem jednak ewokowali świat nierównie ciekawszy, milszy i bardziej swojski, bo wywiedziony z polskiego bajarstwa, z babcinego kuferka, ze skarbczyka tradycji. Żeby się przebić na hałaśliwym teatralnym rynku z bajką o skrzacie i domowych ubożętach, trzeba te polskie tradycje kochać, pławić się w nich jak ryba w wodzie, i nieważne już czy z prądem, pod prąd, w głąb czy tuż przy powierzchni. Kilianowie, może jako jedyni z taką konsekwencją, czynią to od lat zarówno na użytek najmłodszych dzieci, jak i dorosłych. Gdy zobaczyłam na zaproszeniu szkic figurki skrzata Kacperka, pomyślałam, że Adam Kilian po trosze sportretował tu sam siebie, choć bez okularów, z
Tytuł oryginalny
Czaru-maru
Źródło:
Materiał nadesłany
Teatr Lalek nr 2