Komedie Marivaux grywa się u nas rzadko. I słusznie. Skoro nie mamy pojęcia o graniu Fredry to co nam do francuskiego akademika z całą jego elegancją, elokwencją i upudrowanymi figurkami paplającymi o miłości w sposób nieprawdziwy i wyszukany. Pachnie toto jak dawno nie trzepana kanapa z meblowego komisu, a smakuje jak ciastko z różowiutkim kremem. Widziałam "Igraszki trafu i miłości" w Comedie Francaise, wystylizowane na salonową poetycką komedię, zagrane brawurowo z fantazją i polotem. Tak, ale aktorzy naprawdę rozmawiali ze sobą, trzepali tekst Marivaux z czystością dykcji nieosiągalną w naszym teatrze i w tempie dech zapierającym, zrośnięci byli z kostiumem jakby te fraczki i peruczki nosili na co dzień. Wszystko to razem było bezmiernie śmieszne i miało urok porcelanowego cacka. Zdarzało mi się oglądać "Igraszki" u nas, w teatrach zwanych dziś uprzejmie terenowymi. Był to Marivaux wymęczony, grany jak rodzajowa komedia przebierańców, pozba
Tytuł oryginalny
Cud w Bagateli
Źródło:
Materiał nadesłany
Życie Literackie nr 6