Logo
2.06.2009 Wersja do druku

Coś ty zrobił Eurydyce?

"Orfeusz i Eurydyka" w reż. Mariusza Trelińskiego w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej w Warszawie. Pisze Bronisław Tumiłowicz w Przeglądzie.

Młoda kobieta podcina sobie żyły, a potem połyka cały słoik tabletek. Orkiestra wesoło przygrywa, gdy samobójczyni kona w śmiertelnych konwulsjach. Taki jest początek uwspółcześnionego mitu połączonego z muzyką XVIII-wiecznej opery. Kiedy Eurydyka wraca z zaświatów do męża, ma obie ręce zabandażowane - czyżby w Niebie było pogotowie ratunkowe? Nowe przedstawienie w Operze Narodowej oparte jest na bardzo dobrym pomyśle, a w osobach Olgi Pasiecznik (Eurydyka) i Wojtka Gierlacha (Orfeusz) znalazło adekwatnych wykonawców, a jednak spektakl w reżyserii Mariusza Trelińskiego nie daje maksimum przeżycia. Jedni widzowie zadają sobie pytanie, co takiego zaszło pomiędzy kochającą się parą, że kobieta targnęła się na swoje życie, drudzy przysypiają, bo muzyka jest piękna i łagodnie kołysze. Chyba reżyser nie wyczuł dostatecznie jej nastroju. Dobrze jedynie wypadły projekcje filmowe towarzyszące dramatowi na scenie.

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Coś ty zrobił Eurydyce?

Źródło:

Materiał nadesłany

Przegląd nr 22/07.06

Autor:

Bronisław Tumiłowicz

Data:

02.06.2009

Realizacje repertuarowe