15.02.2011 Wersja do druku

Coś tutaj nietęgo i nolens volens bez sensu

Dlaczego studenci i widzowie przedstawienia dyplomowego nie zmierzyli się z problemami aktualnymi jak nigdy dotąd? - o "Białym małżeństwie" w reż. Krzysztofa Raua w Akademii Teatralnej w Białymstoku pisze Anastazja Popławska z Nowej Siły Krytycznej.

O białostockim Teatrze Szkolnym, od 12 lat dumnie noszącym imię Jana Wilkowskiego, na stronie Wydziału Lalkarskiego Akademii Teatralnej czytamy, że "to przede wszystkim jeszcze jedna scena w mieście, skierowana do młodej, aktywnej, poszukującej publiczności Białegostoku." Niestety, oprócz niezaprzeczalnego faktu, że to rzeczywiście dodatkowy element na niezbyt bogatej teatralnie mapie stolicy Podlasia, te słowa nijak mają się do najnowszej premiery lalkarzy, jaką jest "Białe małżeństwo" Tadeusza Różewicza. Kontrowersyjny w czasach gierkowskiego triumfu, krytykowany przez Kościół i jego najwyższe władze, wielowarstwowy dramat o lęku przed bliskością, zakłamanej obyczajowości, zwierzęcych popędach i konwenansach, stał się zredukowaną nieuwspółcześnioną opowieścią o "pokręconej" familii i jej przerysowanych członkach, zarówno tych rodzinnych, jak i tych między nogami. Zamiast sypialni przekornie sprzeczających się ze sobą o półn

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Anastazja Popławska

Data:

15.02.2011

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe