02.06.2016 Wersja do druku

Co ze scenami we Wrocławiu i w Łodzi, czyli jak konkursy szkodzą teatrowi

Konkursy na dyrektorów teatrów przez lata postrzegane były jako panaceum na lokalne nieprzejrzyste układy i zablokowane ścieżki awansu młodych twórców. Dziś już wiadomo, że ten pomysł nie działa - pisze Witold Mrozek w Gazecie Wyborczej.

W publicznych teatrach często istnieje dwuwładza. Dyrektor naczelny (lub administracyjny) odpowiada za pieniądze, artystyczny - za repertuar i dobór artystów. Koegzystencja może mieć różny kształt. Artystyczny bywa zastępcą naczelnego, ale zdarza się odwrotnie - gdy to zastępca ds. administracyjnych pomaga z finansami i sprawami organizacyjnymi dyrektorowi naczelnemu i artystycznemu. Konkursy na dyrektorów teatrów przez lata postrzegane były jako panaceum na lokalne nieprzejrzyste układy i zablokowane ścieżki awansu młodych twórców. Dziś już wiadomo, że ten pomysł nie działa. W konkursach wyłania się dyrektorów naczelnych (niezależnie od tego, czy mają odpowiadać za pieniądze, za sprawy artystyczne, czy za jedno i drugie), często nie przykładając wagi do spraw programowych. Istotne bywa za to obycie w światku lokalnej polityki miasta czy regionu. Rywalizacja na programy to najczęściej fikcja. Nie ścierają się ze sobą różne wizje, a prog

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Co ze scenami we Wrocławiu i w Łodzi, czyli jak konkursy szkodzą teatrowi

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza online - Kultura

Autor:

Witold Mrozek

Data:

02.06.2016

Tematy w toku