Otwieram partyturę leżącą na pulpicie i uświadamiam sobie, że dziś nie będę widzem, lecz wykonawcą. Ba - współwykonawcą! "Dom dźwięku" Wojtka Blecharza kontynuuje poszukiwania znane z badawczo-edukacyjnego spektaklu "Soundwork" z TR-Warszawa oraz innych jego przedsięwzięć - pisze Klaudia Kasperska z Nowj Siły Krytycznej.
Wchodzimy do sali teatralnej Małopolskiego Ogrodu Sztuki. W snopach światła przecinających powietrze pod różnymi kontami widać unoszące się kłęby dymu. Reflektory oświetlają punktowo przypadkowe fragmenty przestrzeni, początkowo sprawiającej wrażenie chaotycznej zbieraniny przedmiotów Niepewnie je obchodzimy, próbując odnaleźć się w tym specyficznym miejscu. Nie wiadomo, jak się zachować, nic tu nie jest oczywiste. Wielu od razu szuka sobie kątów pod ścianami, skąd można bezpiecznie obserwować. Dopiero po chwili dociera do nich, że są tu przygotowane miejsca do siedzenia - w kłębowisku niezwykłych przedmiotów, instrumentów, które Wojtek Blecharz lubi najbardziej. Są one nieoczywiste, nieznane, lecz proste i przystępne dla tych, którym struny w skrzypcach pękają od samego ich trzymania. Widzowie nieśmiało siadają przy instrumentach. Otwieram partyturę leżącą na pulpicie i uświadamiam sobie, że dziś nie będę widzem, lecz wykonawcą.