14.01.2014 Wersja do druku

Co umarli mają do powiedzenia

Teatr Schauspielhaus w Grazu, pod dyrekcją Anny Badory, opowiada europejską historię ze wschodniej perspektywy, stając się w ten sposób węzłem komunikacyjnym między Wschodem a Zachodem - pisze Christoph Leibold o "Thalerhof" w Theater der Zeit. - Polityka, mówi Anna Badora, zajmuje się przede wszystkim tym, by demontować gospodarcze granice. "Po to pracujemy, aby też przełamać te granice w głowach."

Lot do Grazu z widokiem na, o tej porze roku malowniczo ośnieżone, Alpy kończy się w Thalerhof, typowym małomiasteczkowym lotnisku z pojedynczymi, podręcznymi terminalami, który prawie nie rzuca się w oczy w tym spokojnym krajobrazie wokół. O czym przez długi czas nikt nie wiedział - lub nie chciał wiedzieć: tu, w Thalerhof istniał przed około 100 laty obóz internowania. Na początku pierwszej wojny światowej zostało do niego deportowanych 30 000 Rusinów ze Styrii, prawosławnych ze wschodniej Polski, a więc północnowschodnia część monarchii austro-węgierskiej. Głównymi podejrzanymi o sympatyzowanie z wrogiem byli tak zwani rusofile, przezornie także deportowani do obozu. Daleko za granice kraju, tak by nie mogli najkrótszą drogą uciec na drugą stronę. Warunki higieniczne w obozie Thalerhof musiały być straszne. Zarazy miały ułatwione zadanie, zgarnęły 1767 deportowanych. Dopiero od 2012 roku przypominają o nich tablice pamiątkowe. W dużej mi

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Theater der Zeit nr 1/2014

Autor:

Christoph Leibold

Data:

14.01.2014

Tematy w toku