06.06.2011 Wersja do druku

Co grać?

- W tym za­wodzie najbardziej cenię precyzję. Nie znoszą, kiedy ktoś zmienia scenę zaskakując partnera, sam nigdy tego nie robię. Aktorstwo jest dla mnie matema­tyką. Muszę doskonale wszyst­ko wiedzieć. A potem, w ra­mach tych warunków - robi­my co możemy - mówił ROMAN WILHELMI w wywiadzie dla Głosu Wybrzeża w 1984 roku.

Pana szczęśli­wa passa w fil­mie trwa. Można by powie­dzieć, rzadki to niestety, w naszym kinie wypadek aby tak umiejętnie wykorzystywano talent aktora i jego popularność. Miał pan szczęście? - Nie, szczęście nie. To sprawa wyboru. Postanowienia, że­by nie grać wszystkiego. Tak, to prawda, że role, o których pani myśli, zaproponowano mi. Ale proszę pomyśleć, że mógłbym też zagrać przechodnia pierwszego, barmana, wskoczyć jak dróżnik, mignąć jako leśniczy (w filmach o zupełnie czym innym), tak się przecież robi...Ale wtedy mój ekranowy wizerunek nie byłby tak wyraźny. Wybierałem drogę trudniejszą - albo grać to, co mnie interesu­je, albo wcale. Trzeba tu bar­dzo silnej woli i konsekwencji. Na coś się trzeba w życiu zde­cydować. Grać we wszystkim, brać udział, być stale obecnym. Albo - za cenę także m. in. mniejszych pieniędzy, wybrać tylko to, w czym można uczestni­czyć od początku do końca. Pierwsza wymieniona przeze m

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Co grać?

Źródło:

Materiał nadesłany

Głos Wybrzeża nr 185/4.08.1984

Autor:

Ewa Moskalówna

Data:

06.06.2011