EN
29.06.2011 Wersja do druku

Chór i mój autosuplement

Zaśpiewać "Magnificat" - jedyne w swoim rodzaju doznanie, ten chór i to potrafi. Nade wszystko jednak potrafi być głoso-ciałem, twarzo-grymasem zbiorowym, wyrażającym indywidualności. Chór kobiet rozwiązuje problem ideowo-artystyczny teatru feministycznego w ten oto sposób, że zamienia formę i konstrukcję spektaklu w przekaz - pisze Inga Iwasiów w swoim blogu.

Blog się przydaje w chwilach, gdy mnie rozsadza chęć pisania, ale mam poczucie niedostatku wiedzy i mogę sobie uciec w konwencję prywatną. Więc tak. Nie widziałam pierwszej odsłony projektu Chór Kobiet, choć słyszałam o niej nawet tak radykalny osąd, że to był najlepszy spektakl minionego roku. Tydzień temu podszlifowałam wywiad dla miesięcznika "Teatr" dotyczący reżyserek i w ogóle sztuki feministycznej i teraz mam poczucie, że skończyłam tam, gdzie należałoby zacząć. Rzecz bowiem w tym, że głównonurtowy teatr emancypacyjny jest w impasie. Narracje kobiece, oscylujące wokół traumy, biografii, rodziny, wyzwolenia, tradycji, przepisywania kanonu utknęły w punkcie - wydawało mi się do tej pory - pt. tekst dla teatru i brak oryginalnych pomysłów inscenizacyjnych. Wydawało mi się, albowiem jestem przede wszystkim czytelniczką, słyszę fałsze każdego zdania napisanego z dobrą intencją, ideowo słusznego, lecz niestety niezręcznego i nie

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Chór i mój autosuplement

Źródło:

Materiał nadesłany

networkedblogs.com/jJVVY/28.06

Autor:

Inga Iwasiów

Data:

29.06.2011