07.12.2015 Wersja do druku

Cały ten wstyd to nie my

W przedostatni weekend niebezpiecznego miesiąca zwanego listopadem warszawski Teatr Powszechny zaserwował swoim widzom przyjemność zgoła nieoczekiwaną. Dwa dni z teatrem politycznym, dwa mocne przedstawienia importowane z Węgier i Słowenii. Dwa dni, które w tym listopadzie nie powinny się raczej zdarzyć - pisze reżyserka Weronika Szczawińska w Gazecie Wyborczej - Stołecznej.

Aura ostatnimi czasy jest, mówiąc oględnie, dość fatalna, biomet artystyczny kiepski, anomalia goni anomalię. Prezydent kraju dziękuje Teatrowi Narodowemu za jego narodowość, znany reżyser uśmierca w swojej wypowiedzi wciąż żwawą noblistkę, a każdy Polak jest już ekspertem od teatralnych ekscesów. W takim momencie "Loser" Arpada Schillinga [na zdjęciu] i "Przeklęty niech będzie zdrajca swej ojczyzny" Olivera Frljicia działały jak chwilowe przejaśnienie. Nie napawały może zbytnim optymizmem, ale przynajmniej zachęcały do porzucenia stylowych form rozpaczy i odkurzenia podręczników teatralnej (czytaj: społecznej) guerilli. Tu jednak następuje dramaturgiczny zwrot mojej opowieści. Jeśli nie byli państwo na spektaklach w Powszechnym, to proszę żałować i wypytać o nie koleżeństwo, które się do teatru wybrało. W tonie rzewnej, dziadowskiej ballady mogę tylko jeszcze wspomnieć, że w odległych czasach (czytaj: kilka lat temu) o bilety na ta

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Cały ten wstyd to nie my

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Stołeczna nr 283/4.12

Autor:

Weronika Szczawińska

Data:

07.12.2015

Tematy w toku