306 Krakowski Salon Poezji. Wiersze Małgorzaty Hillar czytała Zofia Kucówna. Pisze Paweł Głowacki w Dzienniku Polskim.
Niedziela, południe jak zmierzch, od 15 godzin ciemna woda schodzi na miasto niespiesznie. Da się coś z tym zrobić? Nie. Tak bywa. Można tylko czekać, słuchając kropel, słuchając słów. W południe jak zmierzch, Zofia Kucówna zaczyna szyć cichą opowieść o życiu, wierszach i milczeniu Małgorzaty Hillar. Krople, słowa - w sumie podobna skłonność do znikania. Nie powstrzymasz znikania. Czy temu, że dziś mało kto wie o Hillar więcej, niż nic - dało się zaradzić? Nie. Z jednego życia zostaje na Ziemi dużo, z innego nie zostaje nic. Tak już jest. Kucówna zszywa opowieść z drobin, co się cudem uchowały. Z kawałków swojej o Hillar pamięci, ze strzępów wyjętych z autobiografii Hillar "Dwadzieścia lat minęło odkąd umarłam", z sukna jej wierszy. Wszystko to nicuje się wzajem, zapętla, przegląda jedno w drugim. I nagle nie wiesz, czego tak naprawdę słuchasz w danej chwili. Brzmienia pamięci? Zdań autobiografii? Wierszowanych obrazów? To s