NINA ANDRYCZ przepracowała prawie 70 lat w Teatrze Polskim. Do każdej roli przygotowywała się perfekcyjnie. Traktowała zawód jako misję społeczną.
Wielka aktorka, świetna pisarka i poetka, odważna kobieta. Ponad 70 lat grała w warszawskim Teatrze Polskim. Wcielała się we władczynie i romantyczne amantki, role Świętej Joanny, Dulskiej i Pani Warren. Wina? - pyta. Nie przyjmuje tłumaczenia, że przyjechałam samochodem i nalewa kieliszek czerwonego chablis. - Łyk. Dla odwagi. Sama też trochę się napiję. Dziennikarka - siła wyższa - tłumaczy gosposi. Piękne dłonie z pierścieniami stawiają na stoliczku dwa kryształowe kieliszki. Mieszkanie w samym centrum Warszawy urządzone jest ze smakiem, ale bez przepychu. Przedwojenne biurko, barek, okrągły stół i mały stolik, przy którym właśnie siadamy. Patrzy na mnie z uwagą, gęste jasne włosy opadają na ramiona. Porusza się energicznie, z podniesioną głową, prostymi plecami. Jest ubrana w ciemny sweter-tunikę, czarne spodnie i szpilki. Trudno uwierzyć, że skończyła 92 lata. - Proszę obejrzeć portrety, malowali je dla mnie świetni artyści