W fotelu, z kawą i papierosem. Tak ją zapamiętał. Michał Rusinek, sekretarz Wisławy Szymborskiej spędził z noblistką ostatnich piętnaście lat. Zapytaliśmy go o wspomnienia, nowe wiersze i uciekanie przed blaskiem.
Joanna Mąkosa: 15 lat z Wisławą Szymborską. Czy oswaja się Pan już z myślą, że jej nie ma? Michał Rusinek: Postanowiłem zaangażować się w sprawy administracyjne, żeby przez chwilę jeszcze nic nie czuć i nie zastanawiać się nad tym, co się stało. Mój największy problem ma charakter gramatyczny, a mianowicie jak używać czasu przeszłego wobec takiej osoby, której nie potrafiłem nawet nazwać nigdy starszą panią, mimo że, jako jej sekretarz, znałem przecież jej pesel. Zawsze wydawała mi się osobą pozbawioną wieku, pod wieloma względami młodszą ode mnie. Tym bardziej jej odejście wydaje mi się skandalem metafizycznym. Długo chorowała, ale chyba nie dało się do końca przygotować na jej odejście? - Wszystko wokół niej było tak zorganizowane, żeby to się odbyło po cichu i z zachowaniem jak największego taktu. Żeby miała komfort bycia w domu. To było najważniejsze, że umarła w swoim pokoju, w swoim łóżku, we śnie, tak ja