EN
06.02.2020 Wersja do druku

Być Julią z Werony

- Żeby poruszała skały - mówi o operze "Romeo i Julia" Victoria Vatutina, odtwórczyni tytułowej roli w spektaklu, którego premiera wkrótce, bo już 14 lutego w Operze na Zamku w Szczecinie (kolejne premierowe spektakle - 15 i 16 lutego). O tym, jak poddać się muzyce, o budowaniu roli i sile miłości opowiada w rozmowie z Magdaleną Jagiełło-Kmieciak.

Magdalena Jagiełło-Kmieciak: Na czym polega fenomen "Romea i Julii"? Victoria Vatutina: Myślę, że na połączeniu miłości i śmierci. To bardzo drastyczna kombinacja. Tu śmierć obecna jest od początku i od początku wiemy, czym ta historia się skończy. Grobem. Mamy też symboliczne połączenie grobu i łoża małżeńskiego. To wręcz nie do zniesienia, przecież to były dzieci. A ten los zafundował im świat dorosłych - Tak, i dlatego to taki koszmar. Ta opera to ocean emocji. Jaka jest Twoja Julia, rola, w którą się wcielasz? - Oczywiście jesteśmy w czasie prób, więc wciąż ją badam. Z tego, co sugeruje reżyser Michał Znaniecki, ma to być dziewczynka o wielkiej wyobraźni, wielkiej fantazji. Chcę to pokazać w pierwszym akcie, że jest inna niż pozostałe postaci na scenie. I już w pierwszym akcie, gdy pada imię "Romeo", gdzieś pojawia się śmierć. Julia to czuje. W drugim akcie staram się poddać temu, co się dzieje wokół, śle

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał nadesłany

Autor:

Magdalena Jagiełło-Kmieciak

Data:

06.02.2020

Realizacje repertuarowe