Mimo zapewnień kilku angielskich krytyków trudno uznać Arnolda Weskera za objawienie w świecie teatru, gdy ogląda się jego "Kuchnię". "O ile dla Szekspira cały świat był sceną - dla mnie jest on kuchnią" - stwierdza autor w jednym z wywiadów. Miała to więc być rzecz o świecie, o życiu. I tej metafory tekst, niestety, nie udźwignął. Ale przyjrzyjmy się przedstawieniu, którym Bałtycki Teatr Dramatyczny im. J. Słowackiego zainaugurował XVIII Festiwal Teatrów Polski Północnej. Na scenie autentyczna kuchnia dużej restauracji. Scenograf Kika Lelicińska wprowadziła wszystkie jej atrybuty, łącznie z parą unoszącą się nad wielkimi kotłami. A reżyser Abdellah Drissi zadbał o to, ażeby aktorzy zachowywali się jak prawdziwi kucharze i kelnerki. Wiele jest scenek rodzajowych, sytuacyjnych, jednym słowem - samo życie. Rzeczywiście większość I aktu to kawał realistycznego teatru. Żadnej umowności, tylko wszystko "jak żywe". I to ogląda się na po
Tytuł oryginalny
Bunt kucharza
Źródło:
Materiał nadesłany
Gazeta Pomorksa nr 128